FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Felietony
 · 
Prawo w rytmie rap
 · 
Kariera covera
 · 
Dwa oblicza buntu
 · 
POPwrót
 · 
Czas gitar
 · 
Towarzystwo Solidnych Artystów
 · 
Szwedzka dominacja
 · 
Classic, classic
 · 
Głośna sprawa
 · 
dylan.org
Aby na bieżąco otrzymywać informacje z NOWARZEPA.art.pl, wpisz poniżej swoje dane:

E-mail:
Imię:
Nazwisko:
Zgadzam się z Polityką Prywatności

  POPwrót
W Ameryce zmartwychwstaje pop. Po tłustych rockowych i rapowych latach następuje wielki come back muzyki popularnej. Na czele orszaku triumfalnego kroczy nie kto inny jak Justin Timberlake, zaczynający swą karierę w boys bandzie N’Sync.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem piskliwy głos Justina, pomyślałem, że to kolejny żałosny laluś, którego gwiazda zgaśnie, nim na dobre rozbłyśnie. Będąc jednak człowiekiem cokol-wiek ciekawym świata (zwłaszcza muzycznego), uzbroiłem się w cierpliwość i postanowiłem uważniej posłuchać nachalnie promowanych singli: „Cry Me A River”, „Rock Your Body” i „Take Me New (And She Said)” – ten ostatni z udziałem samej Janet Jackson. Ba, nawet się-gnąłem po debiutancką płytę o jakże skromnym tytule „Justified” (w wolnym tłumaczeniu oznacza on „sprawiedliwość wg Justina”). Okazało się, że moje poświęcenie nie poszło na marne.

Po przesłuchaniu albumu stwierdziłem, że jest coś wyjątkowego w muzyce prezentowanej przez Justina. Utwory są skrojone zgodnie z najnowszymi trendami: oparte na nowoczesnych bitach i odpowiednio krótkie, choć z miejscem na taneczną solówkę. Jednak to, co je odróżnia od całej masy innych, to rozsądne (i jednocześnie przebiegłe) wykorzystanie patentów sprzed lat, twórcza tradycyjność. W piosenkach tych pobrzmiewają klasyczne rytmy disco-popu spod znaku Michaela Jacksona i Prince’a, a elektroniczne wstawki jednoznacznie kojarzą się z Ja-miroquai. Kiedy się ma za wzór takich gigantów muzyki rozrywkowej, wystarczy odrobina talentu i umiejętne wykorzystanie podpatrzonych zachowań scenicznych i rozwiązań chore-ograficznych, by otworzyć sobie drogę do sukcesu. Nie chcę, aby te słowa brzmiały zawistnie czy jak zarzut kopiowania mistrzów. O nie, daleko mi do tego! Piosenki Justina nie są żało-snymi podróbkami, jakie znaleźć można choćby na naszej scenie, ale mają sznyt oryginalno-ści, jeżeli można w ten sposób określić inwencję w popie. I jeśli nawet Mr. Timberlake jest od początku do końca produktem amerykańskich speców od show-biznesu, to warto się przyj-rzeć, jak powstaje dobry towar i posłuchać, jakie dźwięki przynoszą sukces.

Śmiem twierdzić, że o ile królową popu nowych czasów jest Jennifer Lopez, o tyle jej kró-lewskim partnerem będzie przez następne lata właśnie Justin Timberlake. Oczywiście pod warunkiem, że nie spocznie na laurach.
 
B. Rzepczyński, 2004-05-31
Tekst opublikowany w www.independent.pl
opinie [0]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 628061
webdesign s4studio.pl