FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Felietony
 · 
Prawo w rytmie rap
 · 
Kariera covera
 · 
Dwa oblicza buntu
 · 
POPwrót
 · 
Czas gitar
 · 
Towarzystwo Solidnych Artystów
 · 
Szwedzka dominacja
 · 
Classic, classic
 · 
Głośna sprawa
 · 
dylan.org
Aby na bieżąco otrzymywać informacje z NOWARZEPA.art.pl, wpisz poniżej swoje dane:

E-mail:
Imię:
Nazwisko:
Zgadzam się z Polityką Prywatności

  Kariera covera
Ludzie umierają, ale ich geniusz pozostaje – pomyślałem słuchając Red Hot Chili Pepppers. Nie chodziło mi jednak o dokonania Flei i spółki, którzy w fantastyczny sposób łączą klasycznego rocka z brzmieniami funkowymi...

Przyszedł mi do głowy Jimi Hendrix, bo właśnie jego „Fire” zostało wspaniale odświeżone przez RHCP. Ta piosenka, nagrana z górą trzydzieści lat temu, ma się świetnie w wydaniu coveru, tym bardziej, gdy bierze się za nią nieprzeciętny zespół. Podobnie rzecz ma się z kultowym „Hey Joe” w wydaniu hardcorowego Body Count. Wiele można zarzucić zdolnościom wokalnym rapera Ice-T, ale jego wykonanie standardu Hendriksa jest kapitalne. Co ciekawe, „Hey Joe” – debiutancki i jednocześnie najbardziej znany utwór Hendriksa – jest również coverem. Jest to nowa wersja ballady niejakiego Billy'ego Robertsa.

Utalentowany artysta-kompozytor potrafi tworzyć dzieła, które żyją własnym życiem. Własną nieprzeciętnością. Cała rzecz w tym, że ową nieprzeciętność można utrzymać lub zniszczyć. Jak świat rockowy światem, tak granie i śpiewanie coverów jest najpopularniejszą formą szlifowania muzycznego warsztatu. Nic tak dobrze nie pozwala zauważyć własnych wad i zalet, jak doskonale znana piosenka. Covery mogą być także formą uznania dla pierwotnego twórcy, bywają również – najzwyczajniej w świecie – urozmaiceniem repertuaru artysty. Można na tyle uszlachetnić nie swoją piosenkę, by stała się wielkim przebojem, np. „With A Liitle Help From My Friends” Beatlesów uświetnił Joe Cocker. Można również dać jej drugie życie pod zupełnie inną postacią, tak jak uczyniła to grupa Guano Apes z „Big In Japan” Alphaville. Ale można też utwór oszpecić, jak zrobiła to Avril Lavigne z „Knockin' On Heaven’s Door” Boba Dylana.

We współczesnym show-biznesie covery pełnią coraz częściej nową funkcję. Stają się narzędziem promocji wschodzącej gwiazdy. Finaliści programu „Idol”, czyli młodzi kandydaci na zbawców polskiej sceny muzycznej, próbują zdobywać nasze serca właśnie „powtórkami z rozrywki”. Najpierw Ewelina Flinta całkiem dobrze zaśpiewała „Nadzieję” zespołu IRA i wzięła się do pracy nad autorskim albumem. Potem na powierzchnię próbował wypłynąć Tomasz Makowiecki serwując nam teledysk o tym, jak rano robi siusiu. Kiedy jego zabiegi okazały się do niczego, a płyta została przyjęta bardzo chłodno, pojawił się z coverem Kylie Minogue „Can’t Get You Out Of My Head”. Z utwory disco-pop zrobił gitarowy wtórny smęt. I chyba tylko dzięki temu, że w teledysku Makowiecki paraduje w bundeswerze, niemiecka Viva zdecydowała się go promować. Trzecim, najświeższym przykładem jest Krzysztof Zalewski zwany Zalefem, który swój debiutancki album promuje oczywiście coverem. Tym razem na warsztat poszła Edie Brickell i jej „What I Am” – wersja oczywiście rockowa, a nawet hard, bo Krzysztof za softem nie przepada.

Gdyby przejrzeć dyskografie polskich muzyków okazałoby się, że każdy z nich w jakimś momencie swojej twórczości sięgnął po cudzy utwór. Nic złego w tym nie ma, a czasem – jak w przypadku „Historii pewnej znajomości” Czerwonych Gitar odkurzonej przez Myslovitz może wyniknąć coś dobrego. Ale cała sztuka polega na tym, by wszystko działo się w swoim czasie. Jeśli bowiem wchodzący na rynek artyści zaczynają swe kariery od przeróbek – czyli, jak by nie było, bazują na materiale sprawdzonym – to jak będzie wyglądała ich droga twórcza? Czy ma to być dobra prognoza, świadcząca o dużym potencjale, czy wręcz przeciwnie, jedyny mocny punkt debiutanta? Jeżeli laureaci Idola, będący podobno nadzieją polskiej muzyki, po zakończeniu programu nadal „odgrzewają kotlety”, to czy nie powinni obawiać się całkiem realnej groźby zignorowania przez bardziej wybrednych słuchaczy? Oczywiście, tak być nie musi. Przypadek Alicji Janosz pokazuje, że może być jeszcze gorzej. Nie sięgnęła po żaden cover, a i tak nikt jej twórczości nie traktuje z uwagą.

Bywa też zupełnie na odwrót i od coveru zaczyna się prawdziwa kariera. Tak było w przypadku Ich Troje, którzy stali się sławni od momentu nagrania singla „A wszystko to (bo Ciebie kocham!)”, który jest przeróbką utworu „Alles Aus Liebe” Die Toten Hosen. Ale czy o taki sukces chodzi młodym artystom?

Warto się zastanowić, czy czasem nie lepiej odczekać nawet kilka lat i nagrać dobry album, niż na chybcika pojawiać się z cudzym hitem, skazując się na artystyczny niebyt.
B. Rzepczyński, 2004-02-09
opinie [5]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 647227
webdesign s4studio.pl