FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Recenzje płyt
 · 
AbraDab "Czerwony album"
 · 
Akurat "Fantasmagorie"
 · 
Akurat "Pomarańcza"
 · 
Analog "Analogia"
 · 
Analog "Ulica Wolność"
 · 
Apatia "manipulacja-zniewolenie"
 · 
Coma "Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków"
 · 
Čechomor "Co sa stalo nové:"
 · 
Eldo "Opowieść o tym, co tu dzieje się naprawdę"
 · 
Farben Lehre "Farbenheit"
 · 
Gwen Stefani "Love. Angel. Music. Baby."
 · 
happysad "Podróże z i pod prąd"
 · 
happysad "Wszystko jedno"
 · 
Harry Kain "Nitrożelatyna"
 · 
Hunter "T.E.L.I..."
 · 
Kasia Stankiewicz "Mimikra"
 · 
Kazik "Los się musi odmienić"
 · 
Komety "Via Ardiente"
 · 
La Aferra "Miłość"
 · 
Life Of Agony "Broken Valley"
 · 
Maryla Rodowicz "Kochać"
 · 
Molly's Gusher "Molly's Gusher"
 · 
Negatyw "Manchester"
 · 
Neurosis "The Eye Of Every Storm"
 · 
Pati Yang "Silent Treatment"
 · 
Pidżama Porno "Bułgarskie Centrum"
 · 
Plum "Nothing Personal"
 · 
Pustki "Do Mi No"
 · 
Rage Against The Machine "Live At The Grand Olympic Auditorium"
 · 
Road Trip's Over "Romance On The Phone"
 · 
System Of A Down "Mezmerize"
 · 
T. Budzyński "Luna", Lao Che "Gospel"
 · 
VA "Tribute To Partia"
 · 
Waltari "Blood Sample"
 · 
Wojtek Brzeziński "Od wschodu do wschodu"
 · 
Zakopower "Music hal"
 · 
Złodzieje Rowerów "Finał"
 · 
Žagar "Local Broadcast"
Aby na bieżąco otrzymywać informacje z NOWARZEPA.art.pl, wpisz poniżej swoje dane:

E-mail:
Imię:
Nazwisko:
Zgadzam się z Polityką Prywatności

  T. Budzyński "Luna", Lao Che "Gospel"
Luna Che

Dwie płyty dwóch zupełnie różnych od siebie wykonawców, ale poruszających jeden temat – relacji człowieka ze Stwórcą i ze światem. Kiedy słuchałem „Luny” i chciałem o niej napisać, ciągle mi czegoś brakowało. Wszystko zaczęło się układać, gdy poznałem „Gospel”. Być może oba krążki działają na zasadzie równowagi, a może raczej przeciwwagi? Grunt, że słuchać i pisać było łatwiej.

Drugie solowe wydawnictwo Tomasza Budzyńskiego przynosi sporo melodii, dużo niepokoju i odrobinę zaciekawienia. Nie brakuje tu również ostrego grania – chwilami mocno zbliżającego się do dokonań Armii. Oczywiście są różnice w doborze instrumentów i w sposobie ich używania, bo dominują gitary akustyczne, nie ma waltorni, sporo tu perkusjonaliów. Ale – niecelowym zapewne – potwierdzeniem tych podobieństw jest nowa wersja numeru „Echo”, który pierwotnie ukazał się na „Ultima Thule” Armii…

Płyta zaczyna się skocznie i dynamicznie od „Halo, halo”, brzmiącego niczym sygnał do ataku, którego tempo wyznacza stopa i szybka akustyczna gitara. Potem jest nieco transowe „Echo” z urzekającymi partiami wiolonczeli, będącej chyba największym smaczkiem całego albumu. Jej dźwięk, nawet jeśli schowany za inne instrumenty („Luna”), doskonale podkreśla nastrój lub akcentuje ważne momenty. Równie pięknie brzmi melancholijna trąbka rozpoczynająca „Tren”, z kolei magicznie i dziko, trochę jak plemienna pieśń wypada „Ufo”. Urozmaiconą dramaturgię ma numer „Poza tym czasem” – szept zderza się tu z grą na bębnach przywodzącą na myśl brazylijskie plaże, a zakończeniem jest fragment kompozycji Claude’a Debussy.

Na płycie panuje muzyczny niepokój – tu zabrzmią dzwonki, tam cymbałki, gdzieś zastuka jakiś bęben. To wszystko cieszy ucho, ale po kilku przesłuchaniach może zacząć irytować. Zresztą, mam wrażenie, że te przyjemne i wciągające kompozycje w połączeniu z wokalem Budzego wiele tracą i przestają ciekawić. Ale być może jest to kwestia specyficznej barwy jego głosu, która nie do wszystkiego pasuje?

„Ta płyta jest nocną wędrówką po mrocznych zakamarkach duszy. To doświadczenie sytuacji, które dotyczą każdego z nas, kiedy czujemy się pogrążeni jakby w całkowitej ciemności.” – powiedział Budzyński w wywiadzie dla „Teraz Rocka” (3/2008), w którym opowiedział również, o czym są teksty. I bardzo dobrze, bo zawierają one tropy trudne do wyłapania dla przeciętnego słuchacza. Ich język wydaje mi się zbyt nachalnie poetycki, mało przekonujący. Chwilami mam wrażenie, że autor nie dba o odbiorcę, śpiewa dla siebie, a przecież chyba nie o to chodzi…

Czasem trafia się perełka, jak choćby w „Umieraj”: „Nie bój się iść, nie bój się teraz/ Mocnyś ty jak kamień, mocnyś ty jak kamień./ Poleć jak strzała, biegnij jak gazela./ Podnieść swoją głowę i nie bój się ich.” Ale to kropla w morzu. A przecież o „tych sprawach” można mówić prościej, nie tracąc wcale z pola widzenia istoty rzeczy...

I w tym właśnie miejscu na mój strudzony umysł bardzo ożywczo podziałał specyfik o nazwie „Gospel”. Po wiekopomnym dziele, jakim było „Powstanie Warszawskie” płocczanie stanęli przed nie lada wyzwaniem – nagrać taki album, który pozwoli im wrócić do własnego muzycznego świata, a jednocześnie nie będzie porównywany z poprzednikiem, a jeśli nawet, to temu porównaniu sprosta. I choć tym razem zespół starał się nie myśleć koncepcyjnie, to przynajmniej w tekstach, wyszło po staremu – spójnie i na temat. Jak stwierdził Spięty, wokalista Lao Che: „Teksty na »Gospel« to moje osobiste przemyślenia, mój własny, szczery rozrachunek z religią. (…) to album o kondycji człowieka współczesnego – którym jestem ja sam.” (TR, 4/2008)

I takim jest. Podobnie jak u Budzego, mowa tu o człowieku, Bogu i o tym, jak im się (nie) układa. Opowiastki te podane są w stylu ironiczno-żartobliwym, choć mówią o poważnych tematach, jak choćby kwestia ciężaru zbawienia człowieka, z którym boryka się Chrystus w „Do syna Józefa Cieślaka”, czy historia Noego opowiedziana w „Hydropiekłowstąpieniu”. Język tekstów jest żywy, nie stroni od potoczności, czasem trafi się jakiś archaizm, czasem wulgaryzm, czasem metafora. Pojawia się również intertekstualności, tak częsta u Lao Che, dzięki której kolejny raz w nowym otoczeniu spotykamy słynny fragment piosenki Chłopców z Placu Broni: „Wolność kocham i rozumiem./ Wolności oddać nie umiem.”. Przyznać też trzeba, że kawałki wskazują do głowy na dłużej, nie tylko za sprawą melodii, ale i słów (ach ci „Chłopacy”!).

A muzycznie? Piosenki mają różny koloryt, ale mocną cechę wspólną – bogactwo dźwięków, melodyjność i skoczność. W „Czarnych kowbojach” jest wschodniosłowiański przytup wsparty zimnofalowymi klawiszami, „Do syna Józefa Cieślaka” to szalony rock’n’roll z jazzującą sekcją rytmiczną, a w „Zbawicielu Dieselu” transowy rock z próbką rumby. W zasadzie każdy utwór, no może poza „Ty człowiek jesteś?” (nastrojowo powstaniowy), to mozaika dźwięków, w której dużą rolę odgrywają klawisze i instrumenty perkusyjne. Wszystko to doprawiono ze smakiem samplami z filmów i kronik.

Oczywiście, nie jest to płyta idealna, bo czasem tych ozdobników jest za wiele, a niektóre rymy pachną częstochowszczyzną, nie mówiąc już o mało interesującej oprawie graficznej (a przecież można ładnie i ciekawie – vide: „Luna”). Z pewnością jednak, obok debiutanckiej płyty Czesława Mozila, to najbardziej nietuzinkowy ostatnio album polskiego artysty.

PS W sklepie Merlin.pl ci, którzy kupili „Lunę” sięgnęli również po „Gospel”. Ciekawe, prawda?

Tomasz Budzyński „Luna”, Innova Concerts 2008
Lao Che „Gospel”, Antena Krzyku & Open Sources 2008


Bartosz Rzepczyński, 2-7.05.2008 r.
opinie [0]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 652630
webdesign s4studio.pl