FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Recenzje koncertów
  Ryszard Rynkowski, Sala Kongresowa, Warszawa 2004.10.08
Dziewczyny lubią go!

Tego wieczoru miałem wybór: ekstremalni metalowcy z Canibal Corpse lub polski Joe Cocker. Wybrałem drugą opcję, dzięki czemu przekonałem się, kogo uwielbiają warszawianki.


Ryszard Rynkowski od lat jest polskim uosobieniem podstarzałego macho. Interesująco zachrypnięty głos, słowiańska uroda i ludzkie słabostki uczyniły z niego idola już w czasach, gdy śpiewał w zespole VOX. Od wielu lat udowadnia, że doskonale odnajduje się jako autor kompozycji przebojowo łączących ambitny pop, daleki od pierwowzoru nutki bluesowe i klasycznie brzmiące dźwięki fortepianu.

Na swoim urodzinowym koncercie Rynkowski zaprezentował materiał przekrojowy pochodzący z kilku ostatnich płyt. Wśród nich były oczywiście takie hity jak: „Szczęśliwej drogi już czas”, „Dary losu”, „Dziewczyny lubią brąz”, „Za młodzi, za starzy”, „Intymnie”. Były również utwory z wydanego w zeszłym roku krążka „Ten typ tak ma” (m.in. tytułowa piosenka o zabarwieniu publicystycznym i „Trzy siostry” - o ważnych sprawach w bardzo nudny sposób). Towarzyszył mu dwunastoosobowy zespół, w którym poza klasycznym zestawem instrumentów pojawiły się: sekcja dęta, bogaty zestaw perkusjonaliów i cała masa przeszkadzajek. Mocnym punktem był trzyosobowy chórek, który urozmaicał piosenki i dodawał im muzycznej przestrzeni. Prym wiodła Magdalena Steczkowska, której urok i promienny uśmiech przykuwały uwagę męskiej części publiczności znacznie skuteczniej niż wokalne popisy bohatera wieczoru. W przerwach między utworami Rynkowski żartował z publicznością lub całkiem poważnie klarował o uczuciach i życiowych wyborach.

Kiedy przyszła kolej na sztandarowy przebój „Zwierzenia Ryśka, czyli jedzie pociąg z daleka” na scenie pojawił się popularny tekściarz Jacek Cygan, który nie tylko opowiedział genezę niepochlebnych dla stolicy słów refrenu („ ...konduktorze łaskawy, byle nie do Warszawy...”), ale również przeczytał świeżo napisany wierszyk z okazji urodzin Rynkowskiego. Potem były owacje na stojąco, chóralne sto lat, kwiaty, bisy i szlochy. Niektóre z rozmarzonych pań po czterdziestce były rozentuzjazmowane jak ich matki, oglądające przed laty Beatlesów. Warto zauważyć, że istotną część publiczności stanowiły osoby młode, które swoją obecnością - jakby na przekór modom - chciały zamanifestować sympatię dla klimatu rodem z opolskich festiwali.

Swój wizerunek rodzimego Cockera (zagrali dwa wspólne koncerty w latach 2001-2002) Rynkowski przypieczętował wykonanym na końcu coverem słynnej piosenki „You Are So Beautiful”. Posypały się brawa, artyści oddali pokłony publiczności i wieczór z czarującym Ryszardem dobiegł końca.

Niemal dwugodzinny koncert okazał się dość ciekawym doświadczeniem, choć muszę przyznać, że trochę mnie znużył. Niby wszystko zdawało się być całkiem dobrze poukładane, ale czasem dźwięki nadmiernie się piętrzyły i wkradał się mały chaos. A Rynkowski, śpiewając, albo stał ze skromnie złożonymi rękoma jak na uroczystej akademii, albo chował się za fortepianem. Zabrakło charyzmy i scenicznej dramaturgii. Wszystko było przewidywalne i zagrane bez pierwiastka spontaniczności.

Te mankamenty nie mogą jednak przysłonić solidnego muzycznego rzemiosła. I za to należą się brawa, choć nie tak gorące jak na koncercie.

Ryszard Rynkowski, Sala Kongresowa, 8.10.2004, Warszawa

fot. Rafał Nowakowski, więcej zdjęć na: www.nowakowski.art.pl
 
B. Rzepczyński, 2004-10-08
opinie [3]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 658863
webdesign s4studio.pl