FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Recenzje koncertów
  TSA, Klub Proxima, Warszawa 2005.02.22
Solidny heavy’n’roll

TSA to bez wątpienia zespół kultowy, ale ten przymiotnik nie zawsze gwarantuje najwyższą jakość…


Wiele kapel może tyko pomarzyć o tak spektakularnej reaktywacji. TSA wróciło na scenę ponad dwa lata temu i po wydaniu premierowego albumu „Proceder” wiedzie prym na hardrockowej scenie. Sekret ich sukcesu tkwi nie tylko w niezniszczalnym Marku Piekarczyku, ale przede wszystkim w artystycznym kompromisie pięciu muzycznych osobowości.

Koncert rozpoczął set tria Trzy Czwarte, którego muzyka, będąca klasycznym hard rockiem z kapką heavy metalu, absolutnie nie zachwyciła. Publiczność, choć nastawiona całkiem życzliwie, wyraźnie czekała na gwiazdę. TSA rozpoczęło od ostrego „Procederu”. Potem poszło, jak z płatka i usłyszeliśmy m.in. „Pytania”, „Chodzą ludzie”, „Plan Życia”, „To nie jest proste” i „Mass Media”. Wielkie emocje wzbudziło tradycyjnie „51”. Tym razem Piekarczyk zapowiadając tę piosenkę przypomniał zamordowanego w przeddzień koncertu malarza Zbigniewa Beksińskiego, a także tragicznie zmarłego Pawła Bergera z Dżemu...

TSA to pełen zakrętów i instrumentalnych popisów rock’n’roll. Ci klasowi muzycy doskonale się uzupełniają i wzajemnie napędzają. Oczywiście duża zasługa w tym Andrzeja Nowaka, który swoimi solówkami i pełną pasji mimiką podsycał twórczy ogień, ale pozostali również włożyli w występ wiele sił. Zaś Piekarczyk, niczym nastolatek wariowała na scenie. I pomyśleć, że mógłby być niemal dziadkiem niektórych dzisiejszych gwiazd...

Aby jednak oddać sprawiedliwość muszę przyznać, że bywały ciekawsze wieczory z TSA. Chemia, która łączyła zespół z fanami roztopiła się gdzieś w połowie występu i wróciła dopiero przy finałowej „Kocicy”. Tak jakby stare „sztuczki” przestały wystarczać i publiczność, w tej chwili już trzypokoleniowa, oczekiwała jakiś nowych rozwiązań. I pewnie coś jest na rzeczy, skoro bisując, Nowak i Machel sięgnęli po gitary akustyczne, po czym nastąpiło chóralne, ale na swój sposób nastrojowe, odśpiewanie „Aliena”.

TSA zabrzmiało solidnie. Nie było jakiś specjalnych potknięć, a jeśli były jakieś niedoróbki, to zostały dobrze przez zespół ukryte. Prawie dwugodzinny seans ojców chrzestnych polskiego heavy metalu na pewno był przeżyciem krzepiącym, ale już nie tak wyjątkowym i porywającym, jak przed dwoma laty.

TSA, Proxima, 22.02.2005, Warszawa

fot. Rafał Nowakowski, więcej zdjęć na: www.nowakowski.art.pl
 
B. Rzepczyński, 2005-02-22
opinie [3]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 638187
webdesign s4studio.pl