FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Recenzje koncertów
  Lech Janerka, Klub Fabryka Trzciny, Warszawa 2005.03.12
Smutek i szaleństwo

Lech Janerka nie mógł sobie wymarzyć lepszego miejsca do koncertu promującego nową płytę. Klimatyczne wnętrza praskiego klubu idealnie pasowały do jego pochmurnej, ale bardzo otwartej na słuchaczy, muzyki.


Koncert był artystycznie podzielony na dwie części. Zaczęło się od kilku piosnek z nowego albumu „Plagiaty” (m.in. niemal wesołkowaty „Rower”), w których pobrzmiewały obok siebie nuty ery bigbitu oraz dźwięki bardziej stonowane, smutniejsze. Janerka, siedzący na krześle i grający na gitarze akustycznej, sprawiał wrażenie zmęczonego i wcale nie chodziło o „wiek emerytalny”, którym tłumaczył swoją siedzącą pozycję. W tych mniej zabawowych piosenkach nastrój szkicowały dźwięki wiolonczeli Bożeny Janerki, puzonu Tomasza Kasiukiewicza oraz oszczędna gra perkusisty Michała Mioduszewskiego. Dużo ciekawych opraw wyczarował swoją gitarą Damian Pielka. Miałem nieodparte wrażenie, że w tych wolniejszych piosenkach Janerka swoim śpiewem zbliżał się do maniery Wojciecha Waglewskiego, ale jeśli nawet, żadna to przecież ujma. Wszak utwór „Konstytucje” wszedł na stałe do repertuaru grupy Voo Voo.

W drugiej, znacznie dłuższej i mocniejszej części, Janerka zaprezentował piosenki znane zarówno z jego solowych płyt, jak i nagrań jego dawnego zespołu Klaus Mitffoch. Ostro, niemal punkowo, zabrzmiały „Ewolucja, rewolucja i ja” oraz „Lola (chce zmieniać świat), radośnie i melodyjnie „Paragwaj”, nieco mrocznie „Ta zabawa nie jest dla dziewczynek”. Piosenki następowały jedna za drugą, cięły ostro swoimi puentami w refrenach i świetnymi rozwiązaniami gitarowymi. Słychać było nowofalowe korzenie Janerki i punkrockową werwę. Grając na basie, wokalista podwajał niskie dźwięki i razem z żoną i Mioduszewskim stworzyli rzadko spotykaną sekcję rytmiczną.

Po podstawowym secie, w trakcie którego starsza część publiczności ochoczo śpiewała Janerkowe hity, nastąpiły bisy. Podczas drugiego z nich wybrzmiał długo oczekiwany największy przebój Mitffocha – „Jezu jak się cieszę”. Zdawało się, że publiczność nie wybaczyłaby artyście, gdyby go nie zagrał.

Koncert brzmiał niezwykle rockowo i każdy zakątek sali wypełniała muzyka. Światła początkowo bardzo leniwe i monotonne z upływem czasu stały się bardziej dynamiczne i ciekawe, choć mogła drażnić zbyt duża ilość różowych barw, niezbyt adekwatnych do twórczości Janerki.

Był to ciekawy, chwilami nawet przebojowy, wieczór z klasykiem ambitnego rocka. Ci, którzy na nim nie byli, mają szansę nadrobić zaległości pod koniec marca w Proximie. A kto był, ten na pewno nie żałuje.

Lech Janerka, Fabryka Trzciny, 12.03.2005, Warszawa

fot. Rafał Nowakowski, więcej zdjęć na: www.nowakowski.art.pl
 
B. Rzepczyński, 2005-03-21
opinie [4]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 658854
webdesign s4studio.pl