FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Felietony
 · 
Prawo w rytmie rap
 · 
Kariera covera
 · 
Dwa oblicza buntu
 · 
POPwrót
 · 
Czas gitar
 · 
Towarzystwo Solidnych Artystów
 · 
Szwedzka dominacja
 · 
Classic, classic
 · 
Głośna sprawa
 · 
dylan.org
Aby na bieżąco otrzymywać informacje z NOWARZEPA.art.pl, wpisz poniżej swoje dane:

E-mail:
Imię:
Nazwisko:
Zgadzam się z Polityką Prywatności

  Głośna sprawa
Na koncert Samaela czekałem od czasu, gdy poznałem ich wybitną płytę „Passage”. Okazja nadarzyła się podczas minitrasy koncertowej, promującej „Reing Of Light” – najnowszy krążek Szwajcarów. Do momentu wyjścia na scenę Vorpha i spółki wszystko układało się znakomicie. Jednak już pierwsze dźwięki brutalnie zniszczyły moje marzenia o dobrym koncercie. Z głośników popłynął jeden wielki hałas. Na tyle duży, że stojącym nieco dalej, trudno było rozróżnić grane kawałki! Skutkiem tych „popisów” był uporczywy ból głowy, który męczył mnie jeszcze długo po wyjściu z Proksimy.

Minęło kilka dni i wybrałem się na kolejny występ Moonlightu na Dark Stars Festiwal. Zespół darzę dużą sympatią, bo od lat wydają solidne, czasem nawet wyjątkowe płyty, a Maja Konarska to urocza kobieta i jedna z najlepszych polskich wokalistek. Koncert był bardzo udany. Porządne nagłośnienie, dobra forma muzyków i krystalicznie czysty wokal Konarskiej. Tej sztuki dokonano również w Proximie...

Te dwa przykłady pokazują, jak istotne jest dobre nagłośnienie i porządna realizacja dźwięku. Za dzieło zniszczenia Samaela powinno się winnych przykładnie ukarać, za drugie dziełko, stojące na przyzwoitym poziomie, z szacunkiem poklepać po plecach.

By nikt nie posądził mnie o kompleks Proximy, dodam do tego zestawienia dwa koncerty w Stodole. Najpierw kapitalnie zabrzmiał Dezerter (dźwięk basu przyjemnie łechtał wnętrzności), a tydzień później żenująco Sweet Noise. Z innej półki: doskonałe Raz Dwa Trzy w Fabryce Trzciny i niekoniecznie udana Apatia w Nemo. Takie kontrastowe przykłady można by mnożyć. Sęk w tym, że te oceny nie dotyczą formy i klasy zespołów. Bowiem nawet najwyśmienitsze przygotowanie, zapierająca dech wirtuozeria i wspaniałe efekty świetlne na niewiele się zdadzą, gdy koncert jest źle nagłośniony.

Nie znam się na tyle, by ocenić jakość sprzętu używanego w warszawskich klubach, ale odróżnić dobry koncert od zepsutego potrafię. Na pierwszym słychać selektywnie wszystkie instrumenty, ściana gitar nie tłumi wokalu, a sekcja rzeczywiście wyznacza rytm. Z głośników dobiega wówczas poukładana muzyka, a nie zabójczy łomot. Chciałbym, aby nasi akustycy, realizatorzy i monitorowcy szanowali jeszcze bardziej słuchaczy, a właściciele klubów nie urządzali kakofonicznej jatki w pomieszczeniach, które mają trzy metry wysokości. Bo, gdzież ten dźwięk ma się rozchodzić?

Muzyka ma łagodzić obyczaje, a występy na żywo są najlepszym sprawdzianem możliwości zespołu. Swoiste koncertowe BHP musi zostać zapewnione nie tylko muzykom, ale i publiczności. Bo gdy się ją ogłuszy, to nasz skromny ryneczek muzyczny umrze śmiercią naturalną...
 
B. Rzepczyński, 2004-11-07
Tekst opublikowany w www.independent.pl
opinie [5]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 642653
webdesign s4studio.pl