FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Recenzje koncertów
  The Brand New Heavies, Sala Kongresowa, Warszawa 2005.03.22
Funk this place

Na koncert Brand New Heavies szedłem w towarzystwie wielkiego znaku zapytania. Nie dość, że niewiele wiedziałem o zespole, to jeszcze impreza odbywała się w Sali Kongresowej. A jak wiadomo, jest dużo lepszych miejsc dla muzyki rozrywkowej...


Moje wątpliwości potwierdził basista Andrew Love Levy, który na powitanie powiedział, że jego zespół woli sale z miejscami stojącymi, gdzie publiczność może swobodnie tańczyć. Ale udało się i temu zaradzić i już po pierwszych dźwiękach, duża część fanów opuściła miękkie fotele i na zaproszenie zespołu zgromadziła się pod sceną.

Dziewięcioosobowy skład, którego rdzeń stanowi trio muzyków i wokalistka Nicole Russo, rozpoczął bardzo żywo i rytmicznie. Salę wypełniły funkowe i acidjazzowe brzmienia. Levy i gitarzysta Simon Bartholomew rozpoczęli harce po scenie, wspomagając czasem w chórkach Russo. Obaj nie unikali kontaktu ze słuchaczami, wielokrotnie podchodząc do skaju estrady, by z bliska uśmiechnąć się do – jak podkreślił Levy – wyjątkowo pięknych Polek. Podczas jednego z numerów dandysowaty Bartholomew przespacerował się przed sceną, wzbudzając duży aplauz.

Brytyjczycy bardzo szybko wyczuli, że mają przed sobą głównie oddanych fanów, co zapewne ułatwiło im stworzenie klimatu imprezy tanecznej, mającej swoje korzenie w muzyce lat 80. Klasyczne instrumentarium uzupełnione było przez minisekcję dętą, perkusjonalia i dwa zestawy instrumentów klawiszowych. Najbardziej podzielny artystycznie okazał się Jan Kincaid, który poza obsługą perkusji i klawiszy, zaśpiewał również kilka piosenek.

Brand New Heavies to miks gatunków pełen feelingu. Tutaj rytmu wcale nie wyznacza gitara, ale sekcja. Wielość instrumentów i bogactwo pomysłów, jak je wykorzystać, chwilami przeradzały się w nieuporządkowaną dźwiękową sprzeczkę. Ale z drugiej strony, niemal każdy z muzyków miał swoje pięć minut, kiedy mógł zaprezentować swój warsztat. Mnie zachwycił mocny i soczysty bas oraz bardzo sugestywny śpiew Russo. Zresztą, duże wrażenie zrobiła również jej odważna kreacja. Słabo wypadł gitarzysta, który bardziej skupiał się na pajacowaniu niż na grze. Jego występ był może bardzo efektowny, ale mało efektywny. A gra zębami w jego wykonaniu była obrazą dla mistrza Hendriksa...

Kongresowa była dobrze nagłośniona, a im wyżej podchodziłem, tym selektywniej (i przyjemniej) słyszałem. Ciekawie zaaranżowane światała dodawały uroku, a występujący przed gwiazdą polski zespół Fizz The Fire doskonale nastroił publiczność. Koncert Brand New Heavies był bardzo pogodny, pełen radości i tańca. Idealny jako muzyczne powitanie wiosny.



The Brand New Heavies, Sala Kongresowa, Warszawa, 22.03.2005

fot. Rafał Nowakowski, więcej zdjęć na: www.nowakowski.art.pl
 
B. Rzepczyński, 2005-03-22
opinie [4]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 638191
webdesign s4studio.pl