FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Recenzje koncertów
  Vaya Con Dios, Sala Kongresowa, Warszawa 2005.04.28
Muzyczny pejzaż

Vaya Con Dios od wielu lat są ulubieńcami polskiej publiczności. Nie zmieniła tego nawet kilkuletnia przerwa w działalności grupy. Wśród pokolenia 30. i 40-latków nie ma chyba nikogo, kto nie znałby takich hitów jak „Time Flies”, „Puerto Rico” czy „Nah Neh Nah” do dziś granych przez największe stacje radiowe.


Tak zaczynała się informacja prasowa promująca koncert. Choć jestem nieco młodszy, to z ochotą potwierdzam: znam i lubię Vaya Con Dios. Podobnie jak dwa tysiące innych osób, które szczelnie wypełniły Salę Kongresową.

Zespół przyjechał w ramach promocji swojej najnowszej płyty „The Promise”. Już na samym początku wokalistka Dani Klein uprzedziła, że choć spodziewa się, iż publiczność przyszła przede wszystkim usłyszeć przeboje, to jednak będzie to przede wszystkim prezentacja nowych piosenek, które ona sama bardzo pokochała. Zresztą, wokalistka mówiła sporo między piosenkami, m.in. o nowych kompozycjach, o w swoich przygodach z językami, a także o tym, że Kongresowa jest jednym z najpiękniejszych miejsc, w którym przyszło jej śpiewać.

Zgodnie z zapowiedzią, set wypełniły nowe utwory, wśród których pojawiły się prawdziwe perełki: cygańska pieśń „Djelem Djelem” czy nastrojowy z bluesową nutką „Ain’t No Love In The Heart Of the City”. Tego wieczoru zespół namalował dla nas piękny, wielokulturowy muzyczny pejzaż. Były wątki piosenki francuskiej, były rytmy latynoskie, a nawet frazy niemieckie, pozornie twarde, ale w śpiewie Klein zmieniające się w poezję – „Es Wird Schon Wieder Gehen”. Przebojów jednak zabraknąć nie mogło. Usłyszeliśmy m.in. „Don’t Cry For Louie”, „Puerto Rico”, „Johnny”, „What’s A Woman” i „Nah Neh Nah”, które podczas bisu poderwało publiczność z krzeseł.

Świetnie spisał się zespół, który Klein co rusz wspierała dobrym słowem i zachętą do solówek. Oszczędnie, ale znacząco grała sekcja rytmiczna, gitarzyści zaś czarowali elektrycznymi i akustycznymi pasażami. Dużym urozmaiceniem były skrzypce, akordeon i nastrojowa trąbka.
W niektórych momentach pojawiały się elektroniczne wtrącenia w postaci dyskretnych loopów.

Światła, głównie w tonacjach pastelowych, podkreślały nastrojowość i – pomimo wielkości sali – swoistą kameralność koncertu. A bardzo dobre selektywne nagłośnienie dopełniło muzycznej uczty.

To był naprawdę udany występ, który przejdzie do historii zapewne jako jedno z najważniejszych scenicznych wydarzeń tego roku.

Vaya Con Dios, Sala Kongresowa, Warszawa, 28.04.2005

fot. Rafał Nowakowski, więcej zdjęć na: www.nowakowski.art.pl
 
B. Rzepczyński, 2005-04-28
opinie [1]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 658846
webdesign s4studio.pl