FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Recenzje koncertów
  12. Festiwal Rockowy Węgorzewo 2005, Węgorzewo 2005.07.09 by Katarzyna Rogalska
Krock w różnorodność

W Węgorzewie była, słuchała i opisała, co widziała, specjalna wysłanniczka Nowej Rzepy i portalu Pro-Rock.pl Katarzyna Rogalska.

Tegoroczny, 12. Festiwal Rockowy w Węgorzewie, zyskał dumny tytuł „Union of Rock”. To chyba pierwszy – w dziedzinie rock’n’rolla – efekt naszego przystąpienia do UE, bo impreza została podobno wsparta unijnymi funduszami. W związku z tym, po raz pierwszy wśród festiwalowych zespołów pojawiła się aż tak liczna reprezentacja gości z zagranicy. To jednak nie dla nich przyjechała większość publiczności...

Słynna zasada inżyniera Mamonia z „Rejsu” sprawdziła się po raz kolejny: ludzie lubią słuchać tego, co już znają. Śmiało można powiedzieć, że największymi gwiazdami Węgorzewa byli trzej polscy koncertowi wyjadacze: Kult, Hey i Dżem. To oni mieli szansę na najdłuższe sety i zdobyli największe uznanie publiki. Ale po kolei…

Stałym elementem węgorzewskiego festiwalu jest konkurs. Bierze w nim udział dwadzieścia kapel ścigających się o grand prix, przyznawane przez jury, nagrodę publiczności i nagrodę dziennikarzy. W tym roku nie było tak wyraźnego faworyta, jak w zeszłym, gdy Coma zgarnęła wszystkie trzy nagrody. Stylistyka zespołów konkursowych była bardzo różnorodna: od pseudometalowych zagrywek (Miracle), przez reggae i ska (RH+), nu metal (Kookaburra) do emo (Hariasen). Było w czym wybierać. Jury przyznało swoją nagrodę zespołowi Kookaburra z Olsztyna, a publiczności najbardziej spodobał się Detox. To o tyle zaskakujące, że zespół trafił do głównej stawki z konkursu ostatniej szansy, czyli o tym, że wystąpi w finale było wiadomo dopiero w środę (głosowano przez esemesy). Ostatnim laureatem została, wskazana przez dziennikarzy, kapela Indukti. Warto też wspomnieć o dwóch zespołach, które zostały wyróżnione: Hariasen i Helicobacter. W twórczości obydwu słychać wpływy brytyjskie. Publika ciepło przyjęła również Power Of Trinity, który już od jakiegoś czasu grywa duże koncerty. Tym razem pokazali swoją mocniejszą stronę, nie zapominając jednak o klimatach reggae.

Przed „gwiazdami wieczoru” każdego dnia występowały polskie młode zespoły, które udowodniły, że mają sporo do powiedzenia. Najbardziej entuzjastycznie została przyjęta Coma, która wystąpiła jako laureatka zeszłorocznego festiwalu. Gdyby nawet set łodzian trwał dłużej, to i tak publiczność nie chciałaby puścić ich ze sceny. Na dobre przyjęcie mogły też liczyć Ptaky i K2, występujące w nieco gorszych porach – było jeszcze jasno, słońce świeciło i ludzie przede wszystkim szukali miejsca, gdzie by się przed nim schronić. Tymczasem obydwa zespoły dały na scenie popis zawodowego grania.

W tym roku organizatorzy zdecydowali się na eksperyment – po największych gwiazdach grały jeszcze zespoły, które raczej nie trafiają do tak szerokiej publiki. Pierwszego dnia po Kulcie zagrało Pogodno i Braty z Rakemna, drugiego, po Heyu, Armia i Maleo Reggae Rockers, ostatniego zaś, na deser zostało Hedone. Chociaż wchodzili oni na scenę w okolicach 1.30 (ale zdarzało się, że i o 3.00 – Hedone) , a pod sceną zostawali tylko najwytrwalsi, to były to najbardziej interesujące koncerty całego festiwalu. Ci, którzy zdecydowali się na nich pozostać, nie pożałowali.

Chyba najmniej usatysfakcjonowani byli fani Pogodno, bo zespół zagrał jedynie przez pół godziny. Apetyt zaostrzał fakt, że te zaledwie trzydzieści minut było pokazem naprawdę dobrej zabawy na scenie. Wszystko zabrzmiało tak, jak powinno i nawet brak damskiego wokalu nie był za bardzo odczuwalny. Ludzie nie mieli czasu na oklaski, bo zespół w ekspresowym tempie odgrywał utwory pochodzące głównie z ostatniej płyty „Pielgrzymka psów”.

Z kolei Maleo Reggae Rockers zaprezentowali swoiste „the best of” trzech zespołów: Maleo RR, Izraela i 2Tm2,3. Świetnie zagrały dęciaki i sekcja rytmiczna ze znakomitym perkusistą Piotrem „Stopą” Żyżelewiczem. Pomimo późnej pory, ten dziewięcioosobowy skład rozkołysał całą publikę.

Trzeciego dnia, jako zespół kończący cały festiwal, zagrało Hedone. Ci czterej muzycy o bardzo dobrych umiejętnościach technicznych zaprezentowali głównie kawałki ze swojej najnowszej płyty „Playboy”. Teksty traktujące m.in. o damsko-męskich relacjach zabrzmiały wielce intrygująco w obliczu wschodzącego słońca. Niestety, nie wywarły one wrażenia na technicznych, którzy o godzinie 4.00 zaczęli ściągać ze sceny mikrofony, a po chwili wyłączyli dźwięk. Szkoda, że ostatni dzień festiwalu zakończył się tak nieprzyjemnym akcentem. Kapela Macieja Werka nie była jedyną, którą potraktowano w ten sposób – oprócz zespołów konkursowych, dźwięk wyciszono również Bratom z Rakemna i K2.

W kategoriach ciekawostki można zanotować występ Sidneya Polaka, który otwierał trzeci dzień festiwalu. Wiele osób zastanawiało się, czy to właściwy wykonawca na imprezie rockowej. Obawy okazały się bezpodstawne. Takie kawałki jak „Chomiczówka” czy „Chorwat” doskonale sprawdziły się na węgorzewskim placu. Potraktowane chyba przez większość właściwie, czyli z przymrużeniem oka, pozwoliły poskakać i pokrzyczeć wraz z Polakiem.

A teraz kilka słów o zespołach, które wymieniłam na początku, czyli: Kult, Hey i Dżem. Słabe koncerty w ich wykonaniu to rzadkość. Tym razem również wszystko zostało precyzyjnie zagrane i zaśpiewane. Kolejność utworów podobna, jeśli nie identyczna. jak w trakcie setek innych występów. Publiczność też śpiewała w tych samych momentach. Niestety, to zaczyna pachnieć rutyną. Najlepiej broni się Hey, którego repertuar z dwóch ostatnich płyt równoważy największe przeboje. Dzięki temu ze sceny nie wieje nudą.

I tutaj uwaga z innej beczki. Kazik Staszewski i Kasia Nosowska zwrócili uwagę na błąd organizatorów, którzy zatrudnili ochronę nieprzystosowaną do pracy na tego typu imprezach. Panowie bardzo ostro traktowali „spadochroniarzy”. Doszło do tego, że w trakcie koncertu Kultu dwóch chłopaków, którzy wylądowali za barierkami najpierw pobito, a potem odprowadzono do radiowozu. W tym momencie zespół przerwał koncert i na około piętnaście minut zszedł ze sceny. Dopiero po wyjaśnieniu całej sprawy, muzycy ponownie zaczęli grać. Następnego dnia wydarzenia nie były już tak dramatyczne, ale Nosowska zwracała uwagę ochronie, że wyprowadzanie ludzi z wykręconą na plecach ręką, to nie jest najlepszy pomysł.

Na deser zostawiłam zespoły zagraniczne. Niewiele osób przyjechało do Węgorzewa specjalnie dla nich, ponieważ Beatsteaks, The Stranglers, Everlaunch, czy rosyjska Angrapa, nie należą w Polsce do najpopularniejszych. Nie ulega jednak wątpliwości, że ci, którzy widzieli pierwszą dwójkę wykonawców, będą mieli co wspominać. Niemcy z Beatsteaks dali popis tego, jak powinien wyglądać kontakt z publicznością. Wokalista, Arnim Teutoburg-Weiss nie tylko zeskoczył ze sceny, ale również swobodnie konwersował z publiką. Ludzie odwzajemnili się bardzo ciepłym przyjęciem kapeli, tym bardziej, że melodyjne punkowe kawałki zabrzmiały naprawdę oryginalnie. Narzekać nie powinni też Brytyjczycy z The Stranglers, którzy otrzymali owacje za „Always the Sun” i „Golden Brown”.

Organizatorzy już zapowiedzieli, że to nie ostatnie gwiazdy zagraniczne, jakie pojawiły się na festiwalu. Pozostaje czekać, kto będzie następny. I oby kiedyś spełniła się obietnica sprowadzenia gwiazdy światowego formatu, takiej jak Sting czy Red Hot Chili Peppers.

12. Festiwal Rockowy "Union Of Rock", Wegorzewo 2005, 7-9.07.2005

Na zdjęciach wokaliści zespołów Coma i K2 podczas zeszłorocznego festiwalu w Węgorzewie.

Fot. Rafał Nowakowski, www.nowakowski.art.pl
 
Katarzyna Rogalska, 12.07.2005 r.
opinie [3]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 647210
webdesign s4studio.pl