FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Wywiady
  z Januszem Reichlem *
Ten tekst ma długą historię. Kilka lat temu wydawałem zina „Świadomość” i w numerze 5. miała ukazać się rozmowa z Januszem Reichlem, „człowiekiem z gitarą” i „bardem undergruondu”. Niestety, wspomniany numer nigdy się nie ukazał, a zapis mailowego wywiadu przeleżał na twardym dysku mojego komputera 5 lat. Teraz wreszcie przyszedł czas na publikację.

Bartosz Rzepczyński: W latach 80. grałeś w zespole Zima z Nowego Sącza. Gdy zespół się rozpadł zacząłeś występować sam. Dlaczego Zima przestała istnieć i jak doszło do rozpoczęcia kariery solowej?

Janusz Reichel: Zespół rozpadł się właściwie śmiercią naturalną, bowiem mieszkaliśmy po różnych miastach, rozsiani po całej Polsce. W takiej sytuacji trudno było o próby, a czasem nawet o utrzymanie niezakłóconego przepływu informacji. Zatem od pewnego momentu już faktycznie Zima nie istniała, choć zespół do dziś się nie rozwiązał. W tamtym czasie, tj. pod koniec lat 80. i na początku lat 90. nadal pisałem piosenki dla Zimy, ale ponieważ zespół nie grał, to ja grałem je sam. Nie myślałem jednak o tym, żeby prezentować je solo publicznie. Jakoś nawet o tym nie pomyślałem, czasem nawet czaiłem się przed kolegą, który mieszkał ze mną w akademiku, ale w końcu zaczęliśmy nawet grać coś razem. Chyba w 1991 roku mój przyjaciel z Włodawy namówił mnie na publiczny koncert w miejscowości Chełm. Zagrałem i tak już zostało.

Muzykę, którą grasz trudno jednoznacznie określić. Nie jest to ani akustyczny punk rock, ani poezja śpiewana. Cóż to zatem jest?!

Sam jakoś nie staram się tworzyć jakiegoś określenia. Kiedyś na swojej reklamówce napisałem: „folk punk”, ale nie podobało mi się to i w końcu zostało tylko określenie „człowiek z gitarą”. Staram się w tym, co robię nie ukierunkowywać się stylistycznie w stronę jakiegoś konkretnego gatunku muzycznego. Odpowiada mi raczej zabawa różnymi gatunkami – nie tylko zresztą w muzyce, ale również w tekstach.

Niejednokrotnie jesteś nazywany „śpiewającym publicystą” albo „bardem undergroundu”. Co Ty na to?

Ludzie lubią nazwy. Zresztą słyszałem ich na swój temat więcej. Nie będę ich przytaczał, powiem tylko, że mnie niespecjalnie przeszkadzają. Raczej w ogóle się do nich nie odnoszę. Staram się generalnie nie robić sprawy z tego, w jaki sposób inni mnie odbierają. To taki mój program na długie zachowanie skromności. Obserwuje się przypadki kompletnego zidiocenia osobników, którzy nagle stają się z jakichś powodów sławni.

Odnoszę wrażenie, że teksty w twoich piosenkach są ważniejsze od muzyki. A może jest inaczej?

Tak, masz rację. Muzyki używam najczęściej skrajnie instrumentalnie, tzn. wyłącznie wykorzystuję ją jako pretekst do prezentacji tekstu. Aczkolwiek jakbym był bardziej obdarzony talentami, to z wielką chęcią także części muzycznej poświęciłbym więcej uwagi. A tak jestem zdany tylko na to, co potrafię. Może jakbym znalazł zespół do akompaniamentu, to może ich praca poprawiłaby stronę muzyczną. Póki co, teksty są najważniejsze.

Jak to się dzieje, że jedna osoba tworzy tak różne utwory. Zarówno stylistycznie, jak i w swojej wymowie: od piosenek brutalnie prawdziwych, wojowniczych, naładowanych przekazem („Czorsztyn”, „Konsumpcyjne gówno”, „Wykaz”) po piosenki poetyckie, niejednokrotnie romantyczne („Miłość”, „Oczekiwanie...”)? Jakby tego było mało, zarówno te dosłowne jak i te „uduchowione” znakomicie trafiają do ludzi!

Prawdopodobnie dlatego, że w głębszej warstwie mają to samo. Sam nie wiem co... Natomiast, że tak powiem „z wierzchu” dają się dzielić na te bardziej publicystyczne i bardziej artystyczne, bardziej i mniej wojownicze itd. Myślę zresztą, że wszystkie one są wojownicze i zarazem wszystkie są refleksyjne.

Na kasecie „Jasiek Malarz Pokojowy” widoczny jest podział piosenek na strony. Strona pierwsza to utwory bardziej dosłowne, strona druga to te poetyckie. Czy to przypadek czy działanie celowe? Jeśli tak, to dlaczego?

Miałem właśnie nadzieję, że podział będzie czytelny. I chyba mi się udało. Oprócz podziału na strony starałem się również na tej kasecie zachować pewien ciąg myślowy tego, o czym śpiewam. Aczkolwiek nie zawsze jest to dosłowne. Robię tego typu zabiegi po to, aby dane wydawnictwo oddziaływało nie tylko pojedynczymi piosenkami, ale także jako pewna całość. Nie są to oczywiście tzw. albumy koncepcyjne, ale powiedzmy, że coś w tym kierunku. Raczej staram się kreować coś w rodzaju powiązania wszystkich elementów przekazu niż budować jakąś nową sztuczną konstrukcję myślową, która byłaby tworzona na użytek, np. reklamy kasety czy płyty.

Są już dwie piosenki o Jaśku Malarzu, być może będą kolejne. A co z Krzyśkiem Kowalskim? Jak narodził się ten poczciwiec?

Jak każdy inny bohater moich piosenek. Tyle tylko, że większość z nich jest nieznana z imienia czy nazwiska. Ten dostał akurat takie dosyć często spotykane, aby wzmocnić przekaz, którego elementem jest to, że taka historia może się przydarzyć każdemu. Co zresztą obserwujemy. Jeśli są miejscowości, gdzie jest 20-30% bezrobocia, co znaczy, że w co drugim domu jest co najmniej jedna osoba bez pracy.

W swoich tekstach potępiasz palenie papierosów, ćpanie, chyba także alkohol. Do pełnego straight edge brakuje tylko wegetarianizmu. No właśnie, co myślisz o jedzeniu mięsa?

Na ten temat wypowiedziałem się już na pierwszej swojej kasecie. Znajduję się tam piosenka – przypomniana zresztą na moim wspominkowym CD, który w 1999 roku wydał Pasażer – zatytułowana „Nie jem mięsa”. Sam tytuł już chyba najdobitniej wyraża moje stanowisko w tej sprawie.

Dlaczego na „Jaśku Malarzu przeciwko...” przypomniałeś piosenkę „Świat się obraca”? Czy ma ona dla Ciebie jakieś szczególne znaczenie?

Jakoś tak się złożyło, że na każdej mojej kasecie wracam do jakiejś swojej starej piosenki i tak pewnie na razie pozostanie. Dzieje się tak dlatego, że właśnie niektóre z tych piosenek mają dla mnie szczególne znaczenie, albo dlatego, że wpadam na inny pomysł jej zarejestrowania. Można się spodziewać kolejnych powtórek w nowych wersjach.

Prawie każda z Twoich kaset / płyt została wydana przez kogo innego. Była Pracownia, Nikt Nic Nie Wie, Annopol 3, QQRYQ Productions, a teraz dwukrotnie Pasażer. Dlaczego tak się dzieje?

Sprawa jest bardzo prosta. Wiąże się to z faktem, że pojawiły się propozycje wydania moich kaset z różnych stron i ja je akceptowałem. Zmiany wydawców w żadnym przypadku nie wiązały się z jakimiś problemami na linii ja-wydawca. Często mnie o to pytają węsząc jakieś konflikty w światku alternatywnym, ale nic takiego nie miało w moim przypadku miejsca.

Wiem, że masz dużo gotowego materiału, także takiego sprzed kilku lat. Czy zamierzasz w tym roku wydać coś premierowego?

Tak. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak szybko, ale oczywiście dążę do wydania kolejnej kasety.

A teraz o Twojej drugiej muzycznej drodze. Od pewnego czasu udzielasz się w zespole Archinta. Wiem, że gra tam Twoja żona i że nagraliście kasetę pt. „Intus”. Opowiedz coś więcej o tym przedsięwzięciu.

W grupie Archinta mam szansę realizować swoją pasję muzyczną. Uczestniczę w tym projekcie jako instrumentalista. Głównym powodem, dla którego zdecydowałem się grać na gitarze w Archincie jest moje zauroczenie kompozycjami Grażyny. Chętnie, gdyby czas pozwalał, spędzałbym długie godziny na realizowaniu projektów muzycznych Archinty. Ale czas to czas. Na razie pokazała się nasza pierwsza kaseta, którą zdecydowała się wydać wytwórnia W Moich Oczach. A my po cichu przygotowujemy się do kolejnych nagrań.

No i na koniec pytanie niezwiązane zupełnie z muzyką. W 1997 roku opublikowałeś w wydawnictwie Zielone Brygady rozprawę pt. „Rzecz o pieniądzu dla lokalnych społeczności czyli małe jest najpiękniejsze.” Co znalazło się w tej naukowo-publicystycznej pracy?

W książeczce tej starałem się pokazać nowe zjawisko, z jakim się zetknąłem w czasie swojego krótkiego pobytu w Anglii w 1993 roku. Zjawiskiem tym jest kreowanie przez społeczności lokalne własnego pieniądza. Ma ono szereg przyczyn i konsekwencji natury społecznej i ekonomicznej i o tym właśnie próbowałem pisać. Pewnie nie wyszło najciekawiej, biorąc pod uwagę ilość omówień, które na temat tej książki się pojawiły...

Dzięki za rozmowę.

Również dziękuję.

Działdowo-Łódź, kwiecień 2000

fot. archiwum prywatne Janusza Reichla

* JANUSZ REICHEL

Rozpoczął muzykowanie we wczesnych latach osiemdziesiątych. Grał wtedy w nowosądeckich zespołach: w nowofalowym EGO 4.5 (wyróżnienie na wojewódzkim przeglądzie zespołów muzycznych w Nowym Sączu w 1983 roku) oraz awangardowym NO PASARAN (drugie miejsce i nagroda za kompozycje na podobnym festiwalu rok później).

Kolejnym rozdziałem w twórczości Janusza był założony w 1986 roku punkowy zespół ZIMA, który działał z przerwami do 1991 roku. W 1988 roku podczas wojewódzkiego przeglądu zespołów muzycznych w Radomiu grupa zajęła I miejsce. Po grupie pozostały nagrania wydawane na kasetach w tzw. trzecim obiegu. Podczas koncertów i w nagraniach Janusz powraca czasem do piosenek ZIMY, wśród których wiele nadal zachowuje swoją aktualność. Pod koniec lat 80-tych i na początku 90-tych zaprzyjazniona z ZIMĄ grupa MASTURBACJA z Tomaszowa Lubelskiego wykorzystała w kilku swoich piosenkach teksty Janusza.

Od 1991 roku Janusz Reichel rozpoczął swą indywidualną drogę artystyczną. W latach 1993-94 współpracował z grupą ATMAN. Jedną z piosenek Janusza ("Ratunku policja") umieścił na swojej płycie "Mam kły, mam pazury" (1996) zespół DEZERTER. Od wiosny 1996 roku - oprócz realizacji własnych planów - Janusz współtworzy grupę ARCHINTA.

Piosenki Janusza Reichela bardzo trudno jest określić jednym wspólnym mianem. Są to zwykle akustycznie wykonane kompozycje, z bardzo oszczędnym akompaniamentem. Na koncertach - od 1997 roku - można usłyszeć Janusza także z gitarą elektryczną.

info: www.reichel.band.pl
 
B. Rzepczyński, 2000.04.01
opinie [9]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 638166
webdesign s4studio.pl