FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Wywiady
  z Piotrem GLACĄ Mohamedem (Sweet Noise)
W marcu 2004 Sweet Noise zagrało w Warszawie po raz pierwszy od pięciu lat. Zespół gościł w Stodole, a koncert był wspaniałym show. Z Glacą wymieniliśmy się mailami dwa tygodnie przed tym wydarzeniem.

Sweet Noise od czasu pamiętnego występu na Przystanku Woodstock 2001 i płyty „Czas ludzi cienia” (2002) jest na fali. Jednak zapewne niewielu – poza Waszymi zagorzałymi fanami – wie, że w tym roku obchodzicie 14-lecie istnienia. Czy mógłbyś w paru słowach przybliżyć okoliczności powstania zespołu?

Piotr "Glaca" Mohamed: Stworzyłem ten zespół jako ucieczkę od rzeczywistości i ujście dla frustracji, buntu i strachu. Od samego początku ten zespół i muzyka były środkiem przekazu. Szukałem partnerów i muzyków, którzy gotowi byli na poszukiwania muzyczne i stylistyczne. Od samego początku graliśmy dużo klubowych koncertów dla kilku, kilkunastu, potem dla kilkuset osób. Zespół rozpoczął poszukiwania stylu od podszytego bluesem rocka i z czasem stawał się coraz ostrzejszy. Z tzw. oficjalnej sceny jedyną osobą, która tak naprawdę pomogła Sweet Noise był Paweł Kukiz – on postawił kropkę nad „i” w sprawie pisania polskich tekstów przeze mnie. Poza rokiem 1994, kiedy wygraliśmy wszystkie festiwale, jakie były w Polsce do wygrania, najważniejszy był dla nas rok 1995 i trasa z Vaderem i Proletaryatem. Te czternaście lat to przede wszystkim niezależność twórcza Sweet Noise, tak było kiedy wydawał nas PolyGram/Universal i teraz, kiedy wydajemy siebie sami. Kontrowersje i brak zrozumienia dla eksperymentów, determinacji i własnego ja otaczały nas zawsze, ale sądzę, że dotyczy to wszystkich projektów, które przekraczają jeden styl, gatunek itd.

Pomimo sukcesów w roku 1994 w Jarocinie i Węgorzewie, pozwolę sobie stwierdzić, że scenę hard’n’heavy zawojowaliście nieco niespodziewanie. Oto, na poletku zdominowanym przez ciężkie: Acid Drinkers i Vadera oraz przez nieco lżejsze: Flapjacka i Illusion, pojawiła się nowa jakość. Jak to jest awansować do muzycznej ekstraklasy? Czy sukces Was onieśmielił, czy raczej dodał wiary w siebie?

Rok 1994 to była totalna euforia i nadzieja na to, że wszystko potoczy się łatwo. Był to również czas oczekiwania na wartościowe kontakty z innymi zespołami, artystami. Mieliśmy nadzieję, że w tym środowisku dominuje kult jakości, oryginalności, prawdziwości i sztuki. Chcieliśmy stać się częścią kultury i ruchu muzycznego. Nie szukaliśmy rock’n’rolla i zabawy. Chcieliśmy się rozwijać za wszelką cenę i trafiliśmy na mur totalnego braku zrozumienia, pewnej niechęci i spłycenia naszej wartości jako zespołu. Ciągnie się to za nami do teraz. Sądzę że ówczesny świat „gwiazd” rocka poczuł się zaniepokojony wejściem tak niepokornych, nieobliczalnych i mocnych zawodników. Jestem szczęśliwy, że samotność, która zaczęła nas wtedy otaczać nie załamała Sweet Noise i że to przetrwaliśmy. Teraz jest inaczej. Koło się powoli obraca i nie potrzebujemy wsparcia tzw. sceny tak bardzo, jak kiedyś. Ważnym elementem był nasz udział w kolejnych Przystankach Woodstock i jestem wdzięczny za zaufanie i wsparcie Jurka Owsiaka.

Był taki moment w Waszej karierze, że byliście blisko zagranicznego sukcesu. Wasze teledyski były emitowane w MTV i francuskiej MCM. Graliście koncerty m.in. we Francji, Holandii i Niemczach. Czego zabrakło, że dziś nie jesteście drugim, po Vaderze, polskim zespołem eksportowym?

Zabrakło zdecydowania i mocy w akcjach marketingowych naszej firmy wydawniczej. I „Getto” i „Koniec wieku” to były bardzo mocne płyty. Niestety tzw. major ewidentnie przeszkodził nam wtedy w dotarciu do szerokiej światowej publiczności, gdyż te firmy w odróżnieniu od niezależnych, które wydają Vadera czy Behemotha, oczekują naprawdę potężnych kampanii i wsparcia dużych pieniędzy. Postrzegano nas jako zespół z dużej wytwórni z dużymi pieniędzmi. PolyGram/Universal stracił wtedy dużą szansę, bo w pewnych miejscach na świecie czekano wtedy na drugą Sepulturę, która miała nadejść z Polski. Na szczęście to, co stało się wtedy, nie oznacza końca naszych działań i sądzę, że teraz jesteśmy na to dużo lepiej przygotowani.

Przez wiele lat Sweet Noise grał ciężką muzę o rock-metalowym rodowodzie. Czy nie masz wrażenia, że niewiele już z tego zostało; że przekształciliście się w elektro-pop-rockowy eksperyment? Pomysł na mieszanie stylistyk przyszedł dopiero po sukcesie płyty „Koniec wieku” (1998) czy kiełkował w Twojej głowie już wcześnie?

Wydaje mi się, że pojmujesz ostatnią twórczość Sweet Noise tylko przez pryzmat „Revolty”. Trzeba pamiętać, że Revolta to specjalny projekt artystyczny, skupiający na jednej płycie artystów reprezentujących różne światy muzyczne. Natomiast prawdą jest to, że interesują nas różne nurty muzyczne i nie widzę powodów do tego, żeby wracać do przeszłości. Czerpiemy z hardcore’a, popu, hip hopu i z całej światowej muzyki w różnych proporcjach – w zależności od tego, nad jakim projektem pracujemy. W tej chwili nasze zainteresowania skierowane są w stronę ekstremalnego black metalu... :-)

W duecie ze Sweet Noise wystąpiły: Natalia Kukulska (na płycie „Ghetto”), Anna Maria Jopek („Czas ludzi cienia”) i Edyta Górniak („Revolta”). Jak doszło do takich – bądź co bądź – egzotycznych połączeń? Czy na kolejnej płycie można się spodziewać kolejnego damskiego głosu?

Zawsze chcieliśmy łączyć naszą sztukę z ludźmi, którzy na co dzień są gdzie indziej i tworzą w innych stylistykach. Wyniknęły z tego piękne dźwięki, a każda z kobiet, które wymieniłeś, wniosła coś szczególnego w świat Sweet Noise. Poza tym jest w tym jednak duża ekstrema. Szanuję każdą z tych wokalistek za odwagę. Jesteśmy w tej chwili tak bardzo otwarci na podążanie za wewnętrznym głosem, że użyjemy wszystkich środków, które będą potrzebne do uzyskania nowej wizji i nowej jakości. Uważam Revoltę za potężny sukces pomimo, że również dla mnie jest to trudny album i projekt.

Gdy oglądałem Wasz występ w Żarach (2001), to przyznaję, wbiło mnie w ziemię. W rozszerzonym składzie i z grupą artystyczną Pławna 9 pokazaliście niesamowity show. Czy sądzisz, że w XXI wieku ludziom już nie wystarcza sama muzyka? Czy jest to raczej Wasza potrzeba wyrażania się na wiele sposobów?

Masz rację, że jest to nasza potrzeba wyrażania się na wielu płaszczyznach. Są nimi teatr, muzyka, film, teledysk, malarstwo, rzeźba i sceniczny performance. Zawsze chciałem żeby był to zespół totalny, który na co dzień również reprezentuje sobą konkretną ideę i myśl. Żary 2001 nie byłyby możliwe, gdyby nie potężna praca grupy fascynatów, która uwierzyła, że w Polsce takie realizacje są możliwe. Nie zapomnę nigdy przerażenia i zdziwienia organizatorów, dla których to był również pierwszy raz. Wtedy przeszliśmy przemianę z ekstremalnego hardcore’owo-metalowego zespołu w grupę artystyczną jaką w tej chwili jest Sweet Noise. W przyszłości chcę zgłębić internet i komputery.

Gdy patrzysz na te wszystkie lata działalności zespołu, na nagrane płyty, ciągłe zmiany składu i setki zagranych koncertów, to czy chciałbyś coś zmienić?

Jestem zadowolony z tego, co osiągnęliśmy i wiem, że nie byłoby to możliwe w żadnym innym miejscu na świecie. Poza satysfakcją artystyczną była to ciężka droga, co łączy się z polskimi realiami i totalnym brakiem podstaw show biznesu, którym nie rządzą zasady lecz chaos, złodziejstwo, korupcja i amatorka. Jednak publiczność w Polsce i ludzie na ulicach pozwalają poczuć autentyczne działanie sztuki pod warunkiem, że jest ona szczera i prawdziwa. To są właśnie powody dla których nie żałuję.

Czego możemy się spodziewać na koncercie w Stodole?

Zagramy show jakiego Warszawa jeszcze nie widziała. Zaprosiliśmy Docenta, Nergala i Peję i mam nadzieję, że wszyscy wezmą udział w tym koncercie. Zobaczycie z nami Vahana Bego i jego performance. Będą specjalnie zaprojektowane dla nas światła i zespół – mam nadzieję – w optymalnej formie. Czuję, że to będzie niezwykły koncert, również z powodu pięcioletniej przerwy w graniu tutaj. Noiserzy czyli fani Sweet Noise zaprezentują działania artystów związane z Noisenation. Do tej pory taka wystawa miała miejsce tylko na Wodstock 2003 i była dużym sukcesem. Supportować Sweet Noise będą zespoły: Nomad – członek Noisenation i znany z Woodstock zespół Blitz. Po koncercie fani będą mogli obejrzeć koncert z Woodstock 2003 oraz teledyski zespołu, a także spotkać się z nami.

Dziękuję za rozmowę.

Dzięki.

Warszawa, 2.02.2004

fot. Rafał Nowakowski, www.nowakowski.art.pl
B. Rzepczyński, 2004.02.02
Tekst opublikowany w www.stodola.pl
opinie [4]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 652556
webdesign s4studio.pl