FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Wywiady
  z Pawłem DRAKIEM Grzegorczykiem (Hunter)
Z Pawłem Grzegorczykiem, wokalistą i gitarzystą Huntera znamy się już jakiś czas. Ale tym razem, z różnych powodów, rozmawialiśmy za pośrednictwem e-maila. Oto zapis wywiadu przeprowadzonego kilkanaście dni przed koncertem w Stodole, który był nieoficjalnym rozpoczęciem trasy Metal Reunion Tour 2004.

Bartosz Rzepczyński: Witaj w Kraju Umarłych... „Fanstasmagoria” i kilka innych piosenek na płycie „MedeiS” to utwory pełne lęku, złości i frustracji. Czy faktycznie jest tak źle? Liczą się tylko kasa i koneksje?

Paweł „Drak” Grzegorczyk: Chciałbym powiedzieć, że tak nie jest. Ale to właśnie pieniądze rządzą tym światem. Dają władzę i doprowadzają ludzi do szaleństwa. Mają mniejszy lub najczęściej większy wpływ na każdego z nas. Doprowadzają do tego, że tracimy to, co w życiu najcenniejsze – nasze dusze, nasze człowieczeństwo. Jest gorzej niż myślimy… Znacznie gorzej.

Istniejecie od ponad osiemnastu lat, ale znam takich fanów muzyki rockowej, którzy nigdy o Was nie słyszeli. Nie dziwi Cię to?

Wyobraź sobie, że niespecjalnie. Mówimy o rzeczach, których media muzyczne unikają równie starannie jak głośnej muzyki, a tak się składa, że taką właśnie gramy. Co za pech… W pewnym momencie przestałem liczyć ile razy różni ludzie, w większości ogólnie dobrze nam życzący, radzili, żeby w końcu pograć jakiś żwawszy popik, a najlepiej na weselach ;-) Zawsze mnie rozbrajają. Ale obiecuję, że jak kiedyś pojawi się znienacka jakiś sposób, który pozwoli połączyć popik z krwią, którą spływa TV i radio, którą opływają nasze teksty, to chociaż spróbujemy ;-) Zatem skoro już ustaliliśmy, że nasze teksty i muzyka nie kwalifikują się jako przystawka do śniadania statystycznego Polaka to oznacza, że ciężko nas zobaczyć w mediach. Ale są też takie stacje i programy, które się nie boją rzeczywistości i tam zazwyczaj można nas usłyszeć i zobaczyć. Są jednak w mniejszości. Niestety. Idąc dalej, na pewno są tacy, z którymi się nie spotkaliśmy. Gramy głośno, ale znowu nie aż tak, żeby wszyscy w kraju umarłych usłyszeli. Na razie... ;)

Przez te wszystkie lata wydaliście tylko dwa albumy studyjne z premierowymi piosenkami: „Requiem” (1995) i „MedeiS” (2003). To bardzo mało. Ale jednocześnie zagraliście kilkaset koncertów w większości polskich miast, a także w Niemczech. Wynika stąd, że jesteście zespołem zdecydowanie koncertowym...

To, że wydaliśmy mało płyt było i jest spowodowane tym, że musimy wydawać je sami. A tak się niefortunnie składa, że nikt z nas nie ma w rodzinie Rockefellera. Gdybyśmy nie musieli zastanawiać się – co tu zrobić żeby opłacić studio i promocję – nagrywalibyśmy płyty często i bez specjalnego stresu. Więc trudno tak naprawdę powiedzieć, czy jesteśmy zespołem studyjnym czy koncertowym, bo nie zależy to tak do końca od naszych chęci i możliwości. Gdy nagrywaliśmy „MedeiS” czułem, że jesteśmy bardzo studyjni. To było przeżycie. Mam na myśli nagrywanie tych piosenek. Ale jesteśmy też w dużej mierze zespołem koncertowym. Na koncertach jest taka energia w obydwie strony, że zarówno my, jak i nasi fani spotykamy się następnym razem, na kolejnym koncercie. To jest dopiero mistyczne przeżycie. Jak na przykład ostatnio w Nidzicy. Spadł taki deszcz przed naszym wejściem, że zalało cały sprzęt i przerwano koncert. Kilkaset osób, dla których mieliśmy zagrać, stało w strugach deszczu i nie mogło uwierzyć. Na szczęście zapadła decyzja, żeby przenieść wszystko do sali rycerskiej, w której 10 lat wcześniej zazwyczaj grywaliśmy i nagle rozpoczął się koncert przy żarówkach roboczych na scenie, żadnych kolorów, bo cała aparatura oświetleniowa mokra, przy dwóch głośnikach po bokach sceny, żeby tylko wokal było słychać, reszta z pieców. Za oknem burza, błyskawice, raz po raz rozświetlały gotyckie okna, żadnej ochrony, fani z flagą na scenie... Nie da się tego opisać. Dwie godziny szaleństwa. Wielu powiedziało później, że to był najbardziej klimatyczny nasz koncert, jaki widzieli, a widzieli sporo Rzeczywiście była magia. Koncertów nie da się z niczym porównać.

Zdaje się, że w półtora roku po wydaniu „MedeiS” etykietka „polskiej Metallicy”, przyczepiona Hunterowi po debiutanckiej płycie, zaczyna powoli odpadać. To chyba dobrze?

Jakkolwiek uwielbiam Metallikę, ponieważ zmieniła w naszym życiu bardzo wiele, to owszem, cieszę się. Fajniej jest być polskim Hunterem niż polską Metalliką.

Kilka tygodni temu ukazały się reedycje obu studyjnych albumów. O ile „MedeiS” jest materiałem jeszcze dość świeżym, o tyle „Requiem” z biegiem lat stało się fonograficznym białym krukiem. Podobno nawet zespół miał tylko jeden egzemplarz tej płyty...

No tak, mieliśmy po jednym egzemplarzu, ale na szczęście koszmar się skończył :) i już można ją dostać, jak nie w sklepach, to na naszej stronie internetowej czy w Media Markt za 25 zł... To niebywałe, że udało się osiągnąć tak niską cenę, biorąc pod uwagę, co się na tym krążku znajduje. A jest tego całkiem sporo. Oprócz zremasterowanego „Requiem” umieściliśmy kilka wideo-utworów live z Przystanku Woodstock '96, czyli obraz do tego, co ukazało się na naszej płycie koncertowej „Live”. Ponadto teksty i galeria zdjęć w prezentacji multimedialnej Irka Mazura, który wcześniej stworzył to, co znajduje się na „MedeiS”. W reedycji „MedeiS” również znalazły się niespodzianki, a mianowicie 5 wideobonusów z trasy promującej „MedeiS”, a konkretnie z koncertu w warszawskiej Stodole. Obie reedycje są przepięknie wydane z 24-stronicowymi książeczkami... Prawdziwa digipackowa gratka dla kolekcjonerów!

Które z wyróżnień – dla Ciebie jako muzyka – jest cenniejsze? Drugie miejsce albumu „Requiem” w plebiscycie czasopisma "Gitara i Bas" na „Najlepszą metalową płytę gitarową roku 1995” czy Złoty Bączek, będący uznaniem fanów dla Waszego występu na Przystanku Woodstock 2003?

Gdy „Gitara i Bas” wyróżniła Huntera w ten sposób czułem się spełniony jako gitarzysta i muzyk. Siódma solówka wszechczasów do „Freedom” i drugie miejsce dla „Requiem” to było coś. Każdy w pewnym momencie swojej drogi szuka takiego spełnienia. Być docenionym w muzycznym fachowym piśmie. To wyzwala. Możesz już przestać myśleć o tym, co o twojej płycie i grze powiedzą muzycy, tylko skupić się już na muzyce, bez próby udowadniania komukolwiek czegokolwiek I teraz jestem już innym muzykiem, bardziej wyluzowanym. Zaspokoiłem swoją ambicję i nie traktuję tego jak wyścigu lub zawodów.Zwłaszcza, że w metalowym świecie ludzie potrafią grać takie rzeczy... Można więc wyluzować. Z korzyścią dla muzyki. Bo czasem solówka po prostu nie pasuje do całości, a kiedyś utwór bez niej nie miał prawa powstać, a jeśli już jednak powstał, to był traktowany jako intro A Złoty Bączek? Tak naprawdę trudno porównywać te nagrody, Złoty Bączek to zupełnie inna historia. Zagrać dla 400 tys. ludzi i dowiedzieć się później, że tak im się podobało, że chcą cię znowu zobaczyć i właśnie twojemu zespołowi chcą przyznać swoją nagrodę... to jest kompletny kosmos. Sto lat, które nam odśpiewali słyszę do tej pory. To wybór ludzi, a nie firm płytowych... Wiesz na pewno, co mam na myśli. To największa nagroda, jaką można sobie w tym kraju wymarzyć i będę dumny mówiąc o tym synowi, jak już oczywiście zacznie rozumieć, co jego stary robi.

Ostatnio bardzo modne są duety, łączące różne style muzyczne. Sweet Noise nagrał piosenkę z Edytą Górniak, a Muniek Staszczyk z hiphopową Ziperą. Czy myślałeś o tego typu przedsięwzięciu? Z kim, spośród rodzimych wykonawców, chciałbyś zaśpiewać?

Nie tak bardzo – z kim, jak – co miałbym zaśpiewać. Jeśli ktoś nawet niespecjalnie znany, lub ktoś, za którego twórczością nie przepadam, miałby coś, co by mnie ruszyło, w czym bym się odnalazł, to czemu nie? Czy jest znany czy nie, ma to drugorzędne znaczenie, podobnie jak uleganie modzie. W myśl niegłupiej zasady - można być sobą lub nikim… Właściwie nie myślałem o tym. Chociaż nie. Ostatnio usłyszałem, że podobno Renata Przemyk w jakimś wywiadzie wymieniła Huntera, jako zespół, z którym chciałaby coś nagrać... Zaintrygowało mnie to, bo jestem na punkcie Huntera odrobinę przewrażliwiony:) Postanowiłem zgłębić temat, a że jej twórczość znam wyrywkowo – spytałem znajomych, którzy ją znają lepiej i którym ufam, jeśli chodzi o gusta. I wyobraź sobie wszyscy, jak jeden, stwierdzili, cytuję: jest ok, nie ma żadnego obciachu, wręcz przeciwnie. Zajrzałem więc do internetu, poczytałem teksty. Jako pierwszą odpaliłem płytę z muzyką do spektaklu „Balladyna” i muszę przyznać, że zrobiła na mnie duże wrażenie. Nawet akordeon, za którym (sorry Renata) nie przepadam, ma tu sens. I okazało się, że to naprawdę bardzo spoko artystka. A Anka pisze świetne teksty. Szacuneczek. Tak naprawdę jednak nie mam nawet pewności, czy faktycznie wymieniła nas w wywiadzie, ponieważ go nie widziałem. I nie wiem też, jakim jest człowiekiem, co jest nie bez znaczenia dla mnie. W każdym razie znalazłbym łącznie z nią kilku artystów (jak choćby mój ulubiony polski zespół Lao Che, który gra zupełnie wyjątkową muzykę), z którymi współpraca byłaby po pierwsze zaszczytem, po drugie frajdą, no i po trzecie, mogłoby przynieść coś ciekawego. Może kiedyś? Jak już moda minie ;-) No i o ile mnie ktoś zechce ;-)

Wasza zeszłoroczna trasa koncertowa „MedeiS Tour” była estradową superprodukcją. Zabraliście ze sobą najwyższej klasy nagłośnienie i światła. Podczas części występów zespół wystąpił w rozszerzonym składzie, a ilustracją utworów były teatralne etiudy. Niebawem ruszacie w trasę „Metal Reunion Tour”. Jakich atrakcji możemy się spodziewać tym razem?

Spodziewajcie się przede wszystkim nowych, nigdzie niepublikowanych utworów. Będzie można również zobaczyć Złotego Bączka, którym zamierzamy się bezczelnie chwalić. Trudno powiedzieć, jakie jeszcze atrakcje się pojawią, bo wszystko się ostatnio jakoś samo układa. Nawet fani, którzy jeżdżą na wszystkie nasze koncerty stwierdzili, że każdy kolejny różni się od poprzedniego i to czasem z przyczyn od nas kompletnie niezależnych. I podobno potrafimy się wybronić jak nikt z nieprzewidzianych utrudnień. Ale tak naprawdę najważniejsze jest to, że przyjdą ludzie, dla których to, co robimy jest tak samo ważne jak dla nas. I tak właśnie powinno być. Dopóki się spotykamy, to damy sobie radę. I koncerty będą coraz lepsze.

Jakie są plany zespołu dotyczące kolejnej płyty. Na koncertach gracie już nowe utwory, czy możemy zatem spodziewać się wkrótce nowego krążka?

Plan jest taki, żeby nagrać płytę jak najszybciej. Jeśli wydawcą okaże się Mystic Production, pozostanie wybór i zgranie terminów studia. A że nie chcemy nagrywać w kiepskim studio, a dobre kosztują i mają napięte terminy, więc może to chwilę potrwać. Ale chcielibyśmy zacząć na początku roku. Gdyby się udało – premiera na wiosnę. Jeśli jednak będziemy musieli znowu sami, to trudno przewidzieć, jak się sprawa potoczy. Mamy w każdym razie coraz więcej nowych piosenek. Można będzie je usłyszeć na koncertach, bo nic ich tak nie weryfikuje, jak granie na żywo. Tak czy siak czekamy tylko na dogodny moment, żeby zacząć nagrania.

Dzięki za rozmowę i życzę powodzenia na trasie.

Dzięki i do zobaczenia na koncertach!

Warszawa-Olsztyn, 29.09.2004

fot. Rafał Nowakowski, www.nowakowski.art.pl
 
B. Rzepczyński, 2004.09.29
Tekst opublikowany w www.stodola.pl
opinie [4]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 659430
webdesign s4studio.pl