FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Wywiady
  z Wojciechem Waglewskim (Voo Voo)
Z Wojciechem Waglewskim udało nam się porozmawiać dwa dni przed wyjazdem Voo Voo na kilkudniową minitrasę koncertową, której zwieńczeniem był przedświąteczny występ w Stodole. Warto przypomnieć, że w 2005 roku zespół Voo Voo obchodzi 20. rocznicę istnienia.

Katarzyna Rogalska, Bartosz Rzepczyński: Jeden z najoryginalniejszych polskich muzyków rockowych... – tak się zaczyna opis hasła Wojciech Waglewski w „Encyklopedii Polskiego Rocka”...

Wojciech Waglewski: Ciężko mi komentować to, co ktoś sobie wymyślił. Po pierwsze, nie do końca wiem, czy jestem muzykiem rockowym. Z całą pewnością to, co z zespołem Voo Voo wypracowaliśmy, to jest nasza prywatna ścieżka i nikt tak na świecie nie gra. I nie mówię tego w sensie wartościującym. Mamy po prostu swój bardzo określony styl i sposób grania, który ostatnio krystalizuje się coraz mocniej i jesteśmy przez to rozpoznawalni. Po drugie, to nie są zawody. Czy ja jestem jednym z najoryginalniejszym, czy łapię się na podium, czy może jestem w drugiej dziesiątce – jest mi to zupełnie obojętne.

To, że jest Pan określany jako muzyk rockowy, spowodowane jest chyba tym z jakiej muzyki Voo Voo wyszło. Teraz ta muzyka jest inna. Dużo jest w niej elementów jazzu, inspiracji ludowych i transowości. Powtarza Pan w wielu wywiadach, że muzyk powinien się przez całe życie uczyć. Czy może nadejść taki dzień, że stwierdzi Pan, iż już na tyle dużo wie o muzyce, że już niczego nie musi Pan poznawać?

To parę pytań w jednym... Po pierwsze, z tą muzyką rockową to jest tak, że ja się – broń Boże – od niej nie odżegnuję. Jestem tylko daleki od pewnego kabotyństwa z nią związanego, czyli image typu „sex, drugs & rock’n’roll”, rozpięta koszula, łańcuchy i ramoneska, bo to w pewnym wieku jest żenujące. Natomiast z muzyką rockową łączy mnie przede wszystkim spontaniczność i emocjonalność, która jest też charakterystyczna dla jazzu w pewnym okresie. Z rockiem łączy mnie transowość, którą z kolei w jazzie rzadziej się spotyka, a częściej w muzyce ludowo-etnicznej. W związku z tym, myślę, że w muzyce świata całego, obojętnie, czy jest to tzw. muzyka klasyczna, czy ludowa, czy jazzowa, czy rockowa, jest mnóstwo elementów wspaniałych. Żyjemy od dłuższego czasu w epoce eklektyzmu i w zasadzie ortodoksyjni muzycy jazzowi czy rockowi stanowią element skansenu. Tak jak na przykład. Rolling Stonesi, którzy są taką ikoną rock’n’rolla i wiadomo, że niczego innego nie można się po nich spodziewać. I oni już w tym antykwariacie zostaną. Natomiast, ja nie wiem, czy taki Mathew Herbert jest muzykiem rockowym, klasycznym czy jazzowym. I kompletnie mnie to nie interesuje. To jest po prostu współczesna muzyka rozrywkowa czy klubowa.
Po drugie, nie tylko muzyk powinien się rozwijać. Myślę, że po to przychodzi człowiek na świat, który dostarcza tak wielu różnych ciekawostek, że jest, delikatnie mówiąc, dowodem lekkomyślności nie dowiedzenie się o nim jak najwięcej. W związku z tym, jeśli ja się wziąłem za muzykę, to zajmuje mi ona w życiu najwięcej czasu. Oczywiście, jest tak, że dla mnie i dla kolegów z zespołu muzyka ma sens wtedy, kiedy przynosi jakieś nowe fakty, daje nowe doświadczenia. Gramy w takim zespole, gdzie każdy z nas uprawia jeszcze swoje prywatne działki i każde spotkanie wyzwala w nas taką chęć podzielenia się tym. Dzięki temu żyjemy w nieustannym rozwoju. Z płyty na płytę pojawiają się nowe poletka jeszcze do tej pory przez nas nie gospodarowane. I myślę, że gdyby tego nie było, to uprawianie przeze mnie muzyki byłoby nudne. Nie miałbym żadnego powodu, by to robić. Jeśli więc kiedykolwiek się tak zdarzy, że się wypalimy z pomysłami, to przeniesiemy się na jakieś inne poletko.

Voo Voo zagrało w tym roku niemal 80 koncertów, wkrótce ukaże się podwójny album koncertowy, a każdy z muzyków działa jeszcze na innych polach. To dużo różnych projektów. Skąd macie Panowie tyle energii? Czy nie ma Pan czasem ochoty zostawić gitarę i zaszyć się gdzieś bez dostępu do żadnych dźwięków?

Licząc te, które zagramy do końca roku, to będzie nawet niemal setka. To jest dużo, ale jednocześnie my bardzo dbamy o higienę życia. Są momenty, w których gramy bardzo intensywnie, choćby teraz wyjeżdżamy w taką dziesięciodniową podróż. Ale robimy sobie dwa miesiące wakacji, część zimą, część w miesiącach letnich. I to jest czas nienaruszalny, wtedy nic się nie może dziać. Rozjeżdżamy się w różnych kierunkach i jesteśmy niedostępni. To jest niezbędne, bo rzeczywiście można by zwariować. Ale prawdą jest też to, że ja uwielbiam grać koncerty. A zwłaszcza, że od pewnego czasu są one dla nas niezwykle łaskawe. Myślę, że znaleźliśmy taka formułę grania, która jest dość przyjazna i pozwala na wiele więcej niż kiedyś. I to jest olbrzymia radość.

Rzeczywiście, Wasze koncerty stały się bardzo atrakcyjne. Często towarzyszy im niecodzienna scenografia, pojawiają się muzyczni goście, a także tancerze czy orkiestra. Koncert przestał być tylko formą odśpiewania na żywo piosenek nagranych w studio, a stał się widowiskiem i najlepszą formą kontaktu z publicznością. Czy macie jeszcze jakieś pomysły na urozmaicenie show?

My uprawiamy dwie formy niezależne. Jedna to jest forma dużego grania z oprawą scenograficzną Jarka Koziary, gdzie czasem pojawiają się tancerze, goście i jakieś elementy happeningowe. I to jest forma, którą uprawiamy parę razy w roku. Z drugiej strony bardzo minimalizujemy środki. Bardzo lubimy koncerty w składzie podstawowym, naszym. I w takim składzie wydamy pierwszą z dwóch płyt studyjnych, które ukażą się w przyszłym roku. Koncertowanie klubowe daje nam bardzo dużo radości. Ma ono charakter prywatny, taki bardzo osobisty. I klubowy charakter zespołu jest nam bliższy niż duże widowiska. Zresztą, u nas zawsze tak było, że nie traktowaliśmy płyty jako podstawy do zagrania koncertu. Uzyskania tego samego brzmienia i aranżacji, co na płycie. Od samego początku działania tego zespołu piosenki nagrywane na płycie były pretekstem do tego, by się nimi bawić na koncertach. W związku z tym nigdy nie graliśmy „promocji” związanych z wydaniem płyty, tylko grywaliśmy parę rzeczy zupełnie nowych, ale także trochę rzeczy starych zagranych w sposób taki, jakby miały wyglądać gdyby pojawiły się na danej płycie w tamtym czasie. To znaczy utwory wzbogacone o nasze doświadczenia, które przez te lata się pojawiły. I tak cały czas będziemy to uprawiali. I to nas łączy z jazzem, że piosenki – bo takie formy dominują na płytach – stanowią formę standardów, wokół których się potem obracamy.

Oprócz gości i samego zespołu niewątpliwie ważnym elementem koncertu Voo Voo jest publiczność. Czy jej angażowanie w występ jest jakimś dodatkowym sposobem na urozmaicenie Waszej twórczości?

Publiczność jest prawie najważniejszym, równoważnym z zespołem, elementem koncertu. Nie wyobrażam sobie koncertów granych bez niej, bo wtedy byłaby to próba. Publiczność daje nam w różny sposób energię. Nie tylko w taki bezpośredni sposób, śpiewając, ale czasami milcząc. Wspólnie – zespół i publiczność – wytworzyliśmy taką grupę ludzi, że na wiele sobie pozwalamy. Publiczność wie o tym, że po Voo Voo nie należy się niczego konkretnego spodziewać. Zawsze może być jakaś niespodzianka i ona jest na to przygotowana i pozwala nam na bardzo dużo. Ale wie jednocześnie, kiedy „siedzieć cicho”, a kiedy szaleć. Pozwala nam na muzykowanie i na wspólną zabawę. I to jest genialne.

Gracie już dwadzieścia lat i macie bardzo różną publiczność. Dużą jej część stanowią ludzie młodzi. Czy to, że wybierają muzykę ambitną dodaje Wam siły i duchowo odmładza?

Nieskromnie powiem, ale jestem przekonany, że nasze płyty się nie starzeją. Poza tym, znamy swoje możliwości i wiemy, że one się znacznie poszerzyły od czasu pierwszego albumu. Ale w sensie pomysłu na życie, rozwiązań brzmieniowych i harmonicznych one nadal są świeże. Tak myślę. I to powoduje, że ta muzyka ma cały czas młodą widownię. To ważne, bo ludzie w pewnym wieku przestają na koncerty przychodzić. Zaczynają pracować i nie mają czasu na chodzenie do klubów. I ta młoda klientela jest bardzo ważna. Bez niej, w zasadzie, nie wyobrażam sobie funkcjonowania. A z drugiej strony ona nie przychodzi, by posłuchać piosenek z płyty, tylko oczekują od Voo Voo czegoś niezwykłego. Ponieważ gdzieś się taka opinia o nas ugotowała, że koncert jest czymś więcej niż koncertem. I wielu ludzi tylko po to przychodzi. Trzy dni temu graliśmy koncert w Białej Podlaskiej, gdzie połowa publiczności była po raz pierwszy na naszym koncercie i spodziewała się czegoś „innego” i to dostała. Ta otoczka zespołu – niezwykle energetycznego, dziwnego, grającego muzykę, którą trudno określić – powoduje ciekawość. Fakt, że tyle lat jesteśmy poza tym blichtrem, poza kolorowymi pismami, poza tym wszystkim, co jest może ładne, ale krótkie najczęściej, że cały czas konsekwentnie robimy swoje, to też jest powodem do obserwacji. Skoro robimy to tyle lat, to musi to nam sprawiać radość. I to wszystko o czym mówię, ci młodzi ludzie na naszych koncertach znajdują.

A co będą mogli znaleźć na grudniowym koncercie w Stodole?

Właśnie przede wszystkim to, że nie wiadomo czego dokładnie można się spodziewać. Chciałbym, żeby to był pierwszy od jakiegoś czasu w Stodole koncert skromny. Bez specjalnych fajerwerków. Bo zwykle te koncerty były z gośćmi, specjalną oprawą i miały charakter odświętny. Teraz chcielibyśmy zagrać taki prosty, zwykły, ale mam nadzieję bardzo spontaniczny koncert. I myślę, że to jest pewne. A jeśli chodzi o repertuar, to gramy od jakiegoś czasu program złożony przede wszystkim z utworów z dwóch ostatnich płyt wzbogacony o parę innych rzeczy. Natomiast te utwory bardzo się zmieniły od czasu kiedy je graliśmy rok temu i zmieniają się na każdym koncercie, również w Stodole.

Dziękujemy za rozmowę.

Dziękuję.


Warszawa, 26.11.2004

Rozmawiali: Katarzyna Rogalska i Bartosz Rzepczyński.

fot. Rafał Nowakowski, www.nowakowski.art.pl
 
B. Rzepczyński, 2004.11.26
Tekst opublikowany w www.stodola.pl
opinie [2]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 652557
webdesign s4studio.pl