FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Wywiady
  z zespołem AKURAT
Z muzykami zespołu Akurat rozmawiałem tuż przed ich koncertem w Stodole na zakończenie Grudniowego Artystycznego Przeglądu Akademickiego GAPA 2004. W trakcie wywiadu był obecny cały zespół, ale jego „rzecznikami” byli: Tomasz Kłaptocz, śpiew i trąbka, Piotr Wróbel, gitara i Wojciech Żółty, gitara.

Bartosz Rzepczyński: W księdze gości na Waszej stronie internetowej można przeczytać taki wpis: extra kapela, aż dziwne, że tak mało znana szerokiej publiczności. Trudno się z tym nie zgodzić...

Tomasz: Nie wiem, co to znaczy ta szeroka publiczność... Gdy przyjeżdżamy do niektórych miejsc po raz pierwszy, to się okazuje, że są ludzie, którzy wypełniają sale, jeżeli nie w stu procentach to choćby w siedemdziesięciu pięciu. Ci ludzie w tych miastach i miasteczkach znają naszą muzykę. Nie wiem skąd. Nie wiem, w jaki sposób się ta muzyka rozchodzi, ale ta droga nam się podoba. Podoba nam się to, że ona jest nie do końca medialna. Nie ma jej w radio, a w telewizji gdzieś tam kiedyś latała, choć nie za wiele, a jednak teksty są ludziom znane, bo na koncertach je z nami śpiewają.

Czyli podoba Wam się, że nie jesteście obecni w mediach?

Tomasz: Bardzo nam się to podoba, ale nie wszystkim.

Wojtek: My nie jesteśmy znani z mediów, a bardziej poprzez pocztę pantoflową. I stąd się bierze jakaś tam siła zespołu Akurat.

Ale czy to jest świadomy wybór, czy raczej nikt Was nie chce grać?

Tomasz: To jest jedna sprawa. Bo przecież wysyłamy do stacji radiowych te single, które wyprodukowaliśmy i one nie są puszczane. Z wyjątkiem „Do prostego człowieka”, który w kilku radiach jakoś się zakorzenił i był grany. Natomiast to, czy my chcemy iść tą medialną drogą czy nie, to już jest kwestia kompromisu wewnątrz zespołu. Część z nas by poszła, część nie i wychodzi to mniej więcej po środku. I idziemy tą drogą, którą idziemy.

Ale co dalej? Gracie już dziesięć lat i jesteście poza mainsteamem. Ja poznałem Was kilka lat temu oglądając przypadkowo program w Vivie, a potem widziałem jeszcze jeden Wasz teledysk. I to był dwa momenty, kiedy zanotowałem Waszą obecność w mediach. Czy świadomie chcecie być zespołem mniej znanym?

Tomasz: Wiesz, teraz już zaczął się taki moment, że media nie są nam tak do końca potrzebne. Ponieważ skoro my już, albo dopiero, jesteśmy samowystarczalnym zespołem, jeśli chodzi o koncerty, to śmiem twierdzić, że media nie są już nam potrzebne. Bo one są potrzebne, by zespół stał się bardziej popularny, by ludzie poznali jego muzykę i ewentualnie się do niej przekonali. A potem przyszli na koncert czy kupili płyty. A my w tej chwili możemy dotrzeć do tych ludzi tylko i wyłącznie przez koncerty, a na tym nam najbardziej zależy.

Piotr: Moim zdaniem, to bywa tak, że media po jakimś czasie sięgają do kapel, które osiągną publiczność drogą poczty pantoflowej i one wtedy obwieszczają, że został odkryty nowy zespół. I wtedy ten zespół pojawia się w mediach.

Wojciech: I jest odkryciem jakiejś stacji radiowej lub telewizyjnej.

Piotr: I każdy mówi wtedy: to ja ich odkryłem...

Mówicie sporo o koncertach i faktycznie, gdy spojrzeć w Wasze kalendarium, to okazuje się, że w tym roku zagraliście niemal sto razy. Poza zjechaniem wzdłuż i wszerz Polski, zdarza Wam się grywać w Czechach. Czy jesteście tam jakoś specjalnie popularni?

Piotr: Czechy są blisko naszych rodzinnych stron i stąd większa łatwość w dotarciu do tamtejszej publiczności. To jest tak, że w pewnych regionach Czech jesteśmy znani, ale to są takie wysepki, np. okolice Ostrawy, czy Rożnowa...

Tomasz: Z Czechami jest tak, że tam muzykę roznoszą festiwale. O Polsce tego nie można powiedzieć. U nas jest niewiele festiwali, a tym bardziej takich małych imprez, które gromadzą określoną liczbę zespołów i ludzi, którzy poznają ich muzykę i roznoszą ją po świecie. A tam muzyka roznosi się właśnie na festiwalach. I chyba dzięki temu gramy tyle koncertów w Czechach.

Macie jakieś nietypowe wspomnienia z tych festiwali?

Tomasz: Wiesz, graliśmy kiedyś w takim małym, zabitym dechami miasteczku. Gdzieś w górach, w jakiejś starej oborze. Jacyś młodzi ludzie zagospodarowali sobie stary pegeer i robią tam coraz większy festiwal. I tam można zobaczyć dużo fajnej muzyki na żywo. Pomijam już fakt, że nie ma żadnej policji i nikt tego nie pilnuje, a jest porządek i wszyscy się dobrze bawią.

Zastanawia mnie kwestia Waszych tekstów. Otóż, w moim przekonaniu Wasz pierwszy album „Pomarańcza” jest bardziej „poetycki” i spójny, pomimo, że teksty pisało kilku autorów. Natomiast na „Prowincji” dominuje Piotr z wyjątkiem dwóch piosenek Wojtka i wiersza Juliana Tuwima. Opisując ten album stwierdziliście, że jest bardziej dosadny. I faktycznie, takim się wydaje. Tylko, czy Wasza muzyka nie brutalizuje się przez te mocniejsze teksty?

Piotr: Moim zdaniem to jest po prostu inne oblicze zespołu. Nie zakładaliśmy nigdy, że będziemy tak samo grać i trzymać się czegoś. Była potrzeba pisania trochę inaczej, ostrzej. Oczywiście nie we wszystkich tekstach, bo jest również dużo fragmentów skierowanych do wewnątrz. Tylko może są one mniej czytelne niż na „Pomarańczy”. Wiesz, spotkałem się z opinią, że jest dużo tekstów politycznych na „Prowincji”. Ale jakby tak policzyć to takie teksty są dwa. Plus oczywiście pacyfistyczny wiersz Tuwima. Myślę, że są one po prostu bardzo charakterystyczne, stąd zwracają na siebie uwagę.

Wojciech: Wiesz, jeżdżąc w trasy, rozmawiamy również o polityce...

... ale czy to oznacza, że na trzeciej płycie będą teksty o wojnie w Iraku i aferze Orlenu? Wydaje mi się, że wtedy już będzie wprost powiedziane, że Kulczyk jest takim, a nie innym człowiekiem...

Tomasz: I dobrze, niech ci się tak wydaje. (śmiech) A może zrobimy akurat coś innego? Mówię ‘może’, bo nie wiemy, co zrobimy. Nie zakładamy sobie jakiejś drogi i nigdy nie zakładaliśmy. Druga płyta jest zupełnie inna od tej pierwszej i mamy ogromną nadzieję, że ta trzecia będzie inna i od pierwszej i od drugiej. W warstwie tekstowej - ja, choć nie piszę tych tekstów - mam taką nadzieję, że powrócimy do tej poezji z „Pomarańczy”, a nawet sięgniemy głębiej. Między pierwszą a drugą płytą minęło bardzo dużo czasu i chęć wyrażania i ukazywania światu swoich emocji jest już trochę inna. Nie mówię, czy to dobrze, czy źle. Natomiast te obserwacje i to, co nas otacza sprawia, że człowiek trochę inaczej postrzega świat. Może po tych kilku latach od tej drugiej płyty pomyślimy, że warto jest żyć w tym świecie z pierwszej albo w tym świecie z wcześniejszej płyty, której nie ma?

No właśnie, a co z tą, która nadchodzi? Macie już pomysły na trzeci krążek? Niełatwo chyba pogodzić tworzenie z taką ilością koncertów...

Tomasz: To jest problem. Bo miną dwa lata i będziemy chcieli zrobić następną. A czy ona wyjdzie dokładnie po dwóch latach to nie wiem. Mamy taką nadzieję. Mamy w tej chwili cztery, pięć piosenek, ale planujemy styczeń trochę sobie odpuścić i wejść do naszej kanciapy i porobić kilka nowych rzeczy. Będziemy wtedy kilka kroków do przodu...

... i dalej niezależni? Lepiej jest się samemu wydawać?

Tomasz: Lepiej, oczywiście. Tyle, że do tego wniosku ktoś nas zmusił. Ale dobrze, że tak się stało...

Pierwszą płytę wydała Scena FM, a dystrybuował Universal. Następnej już nie chcieli?

Piotr: Wiesz, ani my się do tego specjalnie nie paliliśmy, ani z ich strony nie było propozycji, więc naturalnie się to rozeszło. Mieliśmy jakieś wstępne rozmowy z paroma firmami, ale okazywało się, że warunki, które proponują są dla nas nie do przyjęcia. I to nas zmotywowało, by wydać się samemu.

Może to i dobrze, bo Waszą pierwszą płytę trudno było dostać...

Tomasz: I tutaj trzeba powiedzieć, że nasze firmy właśnie w taki sposób działają. Zespół wydaje płytę, zainteresowanie tą płytą jest, pomimo, że cena jest horrendalna, a tej płyty w sklepach nie ma. Pan Ziutek z firmy X nie troszczy się, żeby ta płyta trafiła do sklepów, bo zarabia na czym innym. Albo w ogóle ma wszystko gdzieś i siedzi za biurkiem czekając aż pójdzie do domu. Bywa i tak, że taki pan X, on wie o kim mówię, siedzi i ogląda na komputrze gołe panie. I tak te durne firmy pracują. Zarabiają na zespołach zagranicznych i na polskich, które dużo sprzedają, choć takich jest już coraz mniej. Więc za chwilę takie zespoły jak my będą wszystko sprzedawać na koncertach, a firmy z honorami będą sprzedawać tylko zespoły z Zachodu.

Wojciech: Przypuszczam, że jest tam niewielu pasjonatów, a pełno ludzi, którzy dbają tylko o własną posadę. W momencie, gdy gość nie interesuje się tym, co mógłby zrobić dla zespołu, o który ludzie pytają, to znaczy, że ma to gdzieś.

W ciągu nieco ponad roku gracie po raz trzeci w Warszawie, w Stodole. Dla większości zespołów gra tutaj jest czymś nobilitującym. Czy dla Was jest to jakieś wyróżnienie, czy czujecie się docenieni?

Tomasz: Nie czujemy się docenieni. Czujemy po prostu, że zapracowaliśmy na to. Żeby to nie zabrzmiało nieskromne i gwiazdorsko, ale naprawdę włożyliśmy sporo pracy by tu grać.

Zbliża się nowy rok. Czego życzyłby sobie zespół Akurat?

Tomasz: Sponsora nowej płyty. Ale takiego, który nie chciałby na niej umieścić swojego logo.

I tego Wam życzę. Dzięki za rozmowę.

Również dziękujemy.

Warszawa, 19.12.2004

fot. Rafał Nowakowski, www.nowakowski.art.pl
 
B. Rzepczyński, 2004.12.19
Tekst opublikowany w www.stodola.pl
opinie [3]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 659452
webdesign s4studio.pl