FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Wywiady
  z zespołem TIAMAT
Spotkanie z muzykami zespołu Tiamat: Johanem Edlundem, wokalistą i gitarzystą oraz Andersem Iwersem, basistą, odbyło się tuż przed koncertem w Proksimie. Na tej minikonferencji prasowej pojawiliśmy się jako wysłannicy serwisu Independent.pl. Oto jej najciekawsze fragmenty.

Bartosz Rzepczyński, Katarzyna Urbańska: Jaka jest Wasza recepta na bycie idealnym zespołem?

Anders: To proste – jesteśmy szczerzy. Jesteśmy sobą, nie ma żadnej recepty.

Bardzo często podkreślacie, że Wasza muzyka jest smutna i depresyjna. Ale czy w rzeczywistości nie jest tak, że szukacie w życiu radości i szczęścia?

Anders: Oczywiście, jak wszyscy. Ja nie widzę Tiamatu jako smutnego zespołu. W naszej muzyce jest także dużo szczęścia.

A czy kiedykolwiek czuliście się wypaleni?

Johan: Tak, wiele razy, szczególnie po zbyt długiej trasie. Ale ostatnimi czasy nie koncertujemy tak dużo jak parę lat temu. To bardzo dobra sytuacja, np. wczoraj we Wrocławiu mieliśmy okazję naprawdę świetnie się bawić dając show.

Anders: Możesz czuć się wypalony każdego dnia, ale kiedy przychodzi godzina tuż przed tym, kiedy masz wyjść na scenę, zaczynasz myśleć już jedynie o tym, by dać stuprocentowo dobry koncert. Cokolwiek robimy: oglądamy filmy, pijemy, gramy w gry – to wszystko się tak naprawdę nie liczy. Wszystko, co ma znaczenie na trasie, to wyjść i dać świetny show.

Czyli możemy spodziewać się tak wspaniałego koncertu jak ten we Wrocławiu?

Johan: Zagramy pewnie ten sam zestaw numerów. Ale wczoraj mieliśmy do czynienia z troszkę innym otoczeniem, bo koncert odbył się w studiu telewizyjnym. To wywoływało dość dziwną atmosferę...

Czy przygotowywaliście się jakoś specjalnie do nagrania dvd?

Anders: Jeśli chodzi o nas – możemy tylko dać z siebie wszystko. Reszta należy do ludzi po drugiej stronie kamer; wszystko zależy od tego, czy będą umieli to uchwycić. Nie możemy tak naprawdę kontrolować tego, co się dzieje z kamerami (tym zajmuje się ktoś inny). Możemy jedynie potraktować to, jak każdy inny koncert.

Johan: A na dvd znajdą się promocyjne klipy, trochę wywiadów, także jakieś nagrania bootlegowe. Pewnie coś tam jeszcze.

Anders: Wszystko, co uważamy za fajne i interesujące. Oglądanie nas gadających po szwedzku za sceną nie byłoby fajną zabawą.

Czy czujecie się ofiarami fanów, którzy ściągają Wasze piosenki z internetu?

Johan: Tak samo, jak każdy inny zespół. Tak naprawdę nie myślimy o tym za wiele; zagłębianie się w to nie miałoby sensu. Nawet jeśli nie słychać tego w naszej muzyce, jesteśmy ludźmi, którzy myślą pozytywnie. Nie chcemy siedzieć bezczynnie i smucić się z powodu pewnych rzeczy.

Anders: Szczególnie, kiedy i tak nie można tego kontrolować, to poza naszym zasięgiem. Jeśli ktoś chce coś ściągnąć, to i tak to zrobi.

Wasza przedostatnia płyta nosi tytuł „Judas Christ”. Czy jest to z Waszej strony prowokacja?

Johan: A sądzisz, że tak? Myślimy po prostu, że zabawne jest, że ludzie odbierają go jako obrazę. I właśnie dlatego nadaliśmy jej taki tytuł.

A jak jest z ostatnim albumem „Prey” („Zdobycz”)?

Johan: Tytuł pochodzi z uczucia, że wszyscy jesteśmy w czyichś szponach i zawsze jest coś, co nas kontroluje. Ja także jestem zdobyczą, a jednocześnie jestem tym, który kontroluje.

Który album Tiamatu jest według Was najważniejszy?

Anders: Następny.

Jak wyglądają Wasze plany na przyszłość? Może jakieś nowe nagrania?

Johan: Zobaczymy. Nie wiem, nie myślę jeszcze o tym. Próbowaliśmy pograć trochę akustycznych piosenek, ale jeszcze nie wiem, co dalej z tym zrobimy.

Na Metalmanii w 2000 r. Zagraliście „Pretty Vacant” Sex Pistols. Czy możemy się go dzisiaj spodziewać? W jednym z wywiadów stwierdziliście, że gracie punk rock...

Anders: Myślę, że gramy i punk rock i black metal. To wszystko nie ma tak naprawdę związku ze stylem muzyki. Dla mnie w black metalu chodziło zawsze o teksty, a w punku o twoją postawę. I dlatego właśnie myślę, że gramy oba te gatunki. A co do coverów – nie zagramy dziś wieczorem żadnego.

Johan: Tekstowo jesteśmy kapelą black metalową, ale mamy punk rockowe nastawienie.

Jaki zespół ma na Was obecnie największy wpływ?

Anders: Tiamat. Według mnie muzyka innych nie jest tak ważna.

Czy powinniśmy spodziewać się jakiegoś zwrotnego punktu w Waszej muzyce? W którą stronę zamierzacie dalej iść?

Anders: Nie wiem tego. Nie planujemy nic. To piosenki mówią nam, czego im trzeba – pianina, gitary... My nie mamy tak naprawdę nic do gadania. Nigdy nie wiemy przed wejściem do studia, jak będzie brzmiał nasz album. Najpierw piosenki muszą brzmieć dobrze w studiu, potem zastanawiamy się jak grać je na żywo.

Johan: Kiedy nagrywamy, staramy się, żeby wszystko brzmiało tak dobrze, jak to tylko możliwe.

A czy według Was jest jakaś cecha charakteru, uwarunkowanie gospodarcze, a może wrodzone talenty, które czynią Szwecję trzecim eksporterem muzyki tuż po Stanach Zjednoczonych i Wielką Brytanią? W każdym gatunku macie gwiazdy, choćby: Clawfinger, In Flames, Roxette, Ace of Bace, Bathory i oczywiście Tiamat.

Anders: To wszystko z powodu Abby. (śmiech)

Warszawa, 14.01.2005

Rozmawiali i fotografowali: Katarzyna Urbańska i Bartosz Rzepczyński.
 
B. Rzepczyński, 2005.01.14
Tekst opublikowany w www.independent.pl
opinie [0]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 652579
webdesign s4studio.pl