FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Wywiady
  z Lesławem (Komety)
Z liderem Komet, Lesławem, spotkałem się z okazji ukazania się trzeciej płyty jego zespołu „Komety 2004-2006”. W jednej z warszawskich kawiarni rozmawialiśmy nie tylko o dokonaniach muzycznych jego zespołu, ale również o mitach, jakie krążą o Kometach…

Bartosz Rzepczyński: Kilka dni temu „Dziennik” opublikował listę dziesięciu mitów o Warszawie, jakie funkcjonują w społeczeństwie. Poza czysto ekonomicznymi (drogie mieszkania, miasto bogaczy), pojawiło się też stwierdzenie, że każdy myśli tylko o sobie. Czy Twoim zdaniem Warszawa jest miastem egoistów?

Lesław: Wydaje mi się, że na pierwszym miejscu tej listy przebojów powinien być – bardzo popularny wśród dziennikarzy – mit, że zespół Komety gra muzykę skierowaną tylko do mieszkańców Warszawy i niezrozumiałą dla innych osób. W rzeczywistości, gdziekolwiek gramy jest zawsze publiczność, która nie tylko słucha ale także śpiewa piosenki napisane w Warszawie, ale adresowane do wszystkich mieszkańców naszej planety. Co do rzekomego egoizmu mieszkańców Warszawy... słyszałem dużo gorsze rzeczy na temat mieszkańców stolicy. Tym razem społeczeństwo potraktowało nas wyjątkowo łagodnie.

Ja też zauważyłem, śledząc prasę, że Partia [poprzedni zespół Lesława – przyp. BR] i Komety to zespoły „warszawskie”.

To jest oczywiście dla nas duży komplement... Natomiast nigdy nie rozumiałem, dlaczego to ma tak duże znaczenie dla dziennikarzy, a nigdy dla publiczności. Właściwie każdy wywiad zaczyna się od pytania o Warszawę lub od pytania, czy nasza muzyka jest dobrze przyjmowana w innych miastach. Na szczęście jest. Przynajmniej na razie. (śmiech)

Ale myślę, że nie jest tak bez przyczyny. Bo jeśli przyjrzeć się polskiej scenie muzycznej, to trudno znaleźć drugi taki zespół, pomijając scenę hiphopową, który tak otwarcie mówiłby, że jest z danego miasta i pielęgnowałby lokalny patriotyzm. Padło więc na Was, bo Ty nigdy swojego przywiązania do Warszawy nie ukrywałeś.

Oczywiście, jeżeli uważasz, że jest to celebracja Warszawy, to jak najbardziej muszę się z Tobą zgodzić.

Zatem, skoro mamy już ten dyżurny temat za sobą, to idźmy dalej. Wczoraj [23.04.2006 r. – przyp. BR] była oficjalna premiera trzeciego krążka Komet „2004-2006”, który według doniesień medialnych zawiera niepublikowane i nowe utwory. Staż Komet nie jest zbyt długi, a już pojawiają się na płycie „półkowniki”…

… to jest kolejny mit…

… być może powinieneś stworzyć oficjalną listę mitów o Kometach…

Tak, tak. (śmiech) To, że piosenka jest niepublikowana, nie oznacza, że kiedyś została odstawiona na półkę i teraz z powodu braku pomysłów wraca jak bumerang i że chcemy gorsze, niechciane przez nikogo piosenki sprzedać w postaci płyty. W latach 2004-2006 nagraliśmy wiele piosenek, które nie zostały oficjalnie wydane na naszych albumach, ale były dostępne na różnych składankach albo do ściągnięcia na naszej stronie. Nie znalazły się na „Via Ardente” [druga płyta Komet z 2005 r. – przyp. BR], ponieważ tekstowo była ona pomyślana jako pewna opowieść. Wiele osób, w tym nasz wydawca i moi koledzy z zespołu, próbowało mnie przekonać do pomysłu, żeby takie piosenki jak np. „W dżinsach i w swetrze”, które nagraliśmy wcześniej, dorzucić do ”Via Ardiente”... ale ja się na to nie zgodziłem, dlatego, że tekstowo zaburzyłyby charakter płyty. Oprócz tego na „Komety 2004-2006” jest wiele zupełnie nowych, premierowych piosenek oraz teledyski.

Wiesz, bo dla niektórych może to być ruch czysto komercyjny…

… ale na szczęście są wywiady, w których mogę wszystko sprostować. (śmiech)

Nie lepiej było skompletować nowy repertuar i wydać album dwupłytowy z jakimiś dodatkami?

Z punktu widzenia marketingu być może tak. My nigdy w ten sposób nie myśleliśmy. Najważniejszy jest pomysł na płytę... i jeżeli ten pomysł jest niekonwencjonalny, to tym lepiej dla płyty i... historii muzyki.

W takim razie, jak jest przyjmowana ta nowa, „niekonwencjonalna” płyta?

Jak na razie spotkałem się z pozytywnymi opiniami. W odróżnieniu od „Via Ardiente” jest to po prostu zbiór piosenek i właśnie dlatego nowa płyta jest dużo bardziej zróżnicowana niż „Via Ardiente”. Piosenki nie były dobierane według jakiegokolwiek klucza.

Moim zdaniem „Via Ardiente” jest mało spójna, ale właśnie dzięki temu bardzo ciekawa.

Muzycznie być może nie jest spójna, ale jest na pewno spójna jeżeli chodzi o tematykę piosenek. To płyta o wszystkich ważnych dla mnie osobach, które bezpowrotnie znikneły z mojego życia.

Tak. Ale muzycznie podeszliście do niej bardzo ciekawie, odrywając się od sztandarowego sądu, że Komety grają rockabilly…

… to byłby trzeci mit na naszej liście. (śmiech) Taki miałem pomysł na naszą pierwszą płytę. Była to zresztą bardzo nietypowa dla mojej twórczości płyta, bo najważniejsze było brzmienie piosenek nawiązujące do lat 50., a nie słowa. Pewne elementy stylu rockabilly pojawiają się w Kometach, ale nasza muzyka to mieszanka wielu składników, co na pewno słychać na naszej najnowszej płycie.

Sporo koncertujecie, pojawiacie się na składankach w kraju („Prowadź mnie ulico vol.3”, „Nie ma zagrożenia - jest Dezerter”) i na świecie (Japonia - „Tribute To Batmobile Part 2”, Europa - „Rock Around The ECC Vol 1”), w ciągu kilku miesięcy wydaliście dwie premierowe płyty („Via Ardiente”, „Komety 2004-2006”), a jednak nie można powiedzieć, że jesteście kapelą popularną.

Nie jesteśmy zespołem o masowej popularności, ale we wszystkich miejscach, w których gramy spotykamy osoby, które słuchają naszych piosenek i które przychodzą na nasze koncerty.

Pytam o to, bo wykonując sporą pracę, jednak jesteście mało obecni w ogólnopolskich mediach. Dlatego ciekaw jestem, jak ta środowiskowa popularność przekłada się na koncerty?

Na szczęście się przekłada. Niejednokrotnie na koncerty Komet przychodzi więcej osób niż na koncerty wykonawców lansowanych przez skorumpowane media.

W jednym z wywiadów powiedziałeś: „Nagrywamy takie płyty, jakie chcemy i kiedy chcemy bez jakichkolwiek ingerencji ze strony wytwórni.” (Rumor.pl) Jest to bardzo stanowcza wypowiedź manifestująca niezależność. Czy wolność artystyczna, którą słychać choćby na „Via Ardiente”, przychodzi z doświadczeniem, czy jest to może z góry założona i niepodważalna postawa?

W naszym przypadku od początku decydowaliśmy się na współpracę tylko z firmami płytowymi, które były nam w stanie zagwarantować pełną wolność artystyczną.


Widzę, że nie masz dobrego zdania o naszym rynku muzycznym.

Nie i nigdy nie miałem. Z utęsknieniem czekam na Armagedon.

A czy będąc muzykiem niezależnym, żyjesz ze swojej twórczości?

Tak. To było moje marzenie, odkąd w wieku 12 lat napisałem pierwszą piosenkę. Jeszcze parę lat temu wydawało mi się, że to nigdy nie nastąpi. Na szczęście okazało się, że nie jest to niemożliwe.

Czyli do szkoły nie wrócisz? [Lesław pracował kiedyś jako nauczyliel języka angielskiego - przyp. BR]

Nic nie trwa wiecznie. Może w przyszłości będę sprzedawał gofry, żeby utrzymać się przy życiu. Chciałbym jednak jak najdłużej grać i śpiewać.

Mam nadzieję, że dalej tak będzie i nie zmienisz zbyt szybko kolejny raz muzycznego szyldu.

Zobaczymy...

W takim razie gratuluję i dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję za zainteresowanie.

Warszawa, 24.04.2006 r.

Fot. Rafał Nowakowski, www.nowakowski.art.pl
 
B. Rzepczyński, 2006.04.24
opinie [3]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2018 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 647267
webdesign s4studio.pl