FELIETONY  ·  RECENZJE PŁYT  ·  RECENZJE KONCERTÓW  ·  WYWIADY  ·  INNE TEKSTY  ·  KALENDARZ KULTURALNY  ·  INFORMACJE  
  Felietony
 · 
Prawo w rytmie rap
 · 
Kariera covera
 · 
Dwa oblicza buntu
 · 
POPwrót
 · 
Czas gitar
 · 
Towarzystwo Solidnych Artystów
 · 
Szwedzka dominacja
 · 
Classic, classic
 · 
Głośna sprawa
 · 
dylan.org
Aby na bieżąco otrzymywać informacje z NOWARZEPA.art.pl, wpisz poniżej swoje dane:

E-mail:
Imię:
Nazwisko:
Zgadzam się z Polityką Prywatności

  dylan.org
Mam w pamięci taką scenę: jako dwunastolatek stoję przy kolonijnym ognisku i śpiewam do latarki refren „Knockin’ On Heaven’s Door” – ówczesnego hitu grupy Guns’n’Roses. Nie miałem wówczas pojęcia, że to początek mojej przygody z muzyką Boba Dylana. Wspomnienie przywołała płyta z Jego największymi przebojami.

Gdy się dobrze zastanowiłem, przypomniało mi się jeszcze kilka migawek z Dylanem w roli głównej. Dwa lata po „ogniskowym występie” zdobyłem piracką kasetę z albumem „Slow Train Coming”. Nie bardzo miałem świadomość, co to za album, ale był elementem wymiany z kolegą, więc go wziąłem. Po przesłuchaniu, oddałem ojcu, by po latach do niego wrócić i zasłuchiwać się w „Gotta Serve Somebody” i „Man Give Names to All the Animals”. Jakiś czas potem okazyjnie nabyłem na wyprzedaży kasetę „World Gone Wrong”, którą doceniłem, rzecz jasna, dopiero później.

Przełom nastąpił, gdy – jako dojrzewający muzycznie siedemnastolatek – kupiłem płytę „Bob Dylan’s Chronicles”, dołączoną do magazynu „Selles”, jednego z pierwszych pism z płytą – choć w tym przypadku było raczej odwrotnie – sprzedawano remasterowaną muzykę, do której dokładano magazyn, opisujący artystę i jego twórczość. Następnie, już w pełni świadomie, zapoznałem się z drugim albumem Dylana „The Freewheelin’ Bob Dylan” oraz najnowszym wówczas krążkiem „Time Out Of Mind”. Małymi kroczkami odkrywałem Dylana: jednego z najważniejszych twórców muzyki rozrywkowej ubiegłego wieku.

Słuchając „Chronicles”, zdałem sobie sprawę z tego, że większość z 19 piosenek gdzieś, kiedyś nagrano ponownie. I nie chodzi tu o sztandarowe „KOHD” w wykonaniu Axla Rose i spółki, czy rewelacyjnego „All Along The Watchtower”, które wziął na warsztat Mistrz Hendrix. Jest jeszcze wiele rarytasów takich jak: „Like A Rolling Stone” (The Rolling Stones), „Highway 61 Revisited” (PJ Harvey), „Mr. Tambourine Man” (The Byrds), „I’ll Be Your Baby Tonight” (UB 40). I do tego można zrobić polski akcent w postaci „Blowin’ In The Wind” w interpretacji Maryli Rodowicz i naprawdę niezłe „Naokoło wieży” Sztywnego Pala Azji.

Co wynika z tej wyliczanki? Że Dylan to dawca przebojów? Niezupełnie. Dylan – inspiracja, owszem. Od ponad 40 lat gra swoje. Od prostego folku, przez klasyczny rock’n’roll po wyciszone rockowe ballady. Wszystko wypełnione niebanalnymi tekstami i zaśpiewane tym jakże charakterystycznym głosem. To trzeba czuć, z tym trzeba się urodzić...

Kilka tygodni temu miała premierę płyta Martyny Jakubowicz z pieśniami Dylana. Jakoś nie spieszę się, by po nią sięgnąć, choć zarówno Jakubowicz, jak i towarzyszące jej Voo Voo wzbudzają moja sympatię. Po prostu, po przesłuchaniu „Chronicles” umocniło się we mnie przekonanie, że – pomimo wielu przytoczonych przykładów – Dylan najlepiej smakuje w oryginale. I takiego polecam. Wszystkim.
B. Rzepczyński, 2005-05-01
opinie [0]
 
copyright NOWARZEPA © 2005-2017 Rafał Nowakowski & Bartosz Rzepczyński
Zapoznaj się z Polityką prywatności.
stat24.pl:
odsłony od powstania: 624909
webdesign s4studio.pl